
Naznaczony rzeką: tropiąc karpie na Wiśle – część 3
2025-07-16
Karpiowe zawody – III tura Grand Prix Nekielka 2025
2025-07-20Mohikaan: legendarna ryba, życiowy rekord Cristofa Kudermana

Cristof Kuderman spełnił jedno z największych swoich marzeń – złowił legendarną rybę o imieniu Mohikaan, która ma ponad 40 lat i ważyła 40,4 kg. Ten wyjątkowy połów miał miejsce w Belgii, nad wymagającym i niskozarybionym jeziorem Kelchterhoef. Publikujemy jego relację z tej epickiej wyprawy.
Moje marzenia – złowić jednego z najsłynniejszych karpi na świecie, który ma ponad 40 lat, pobić swój rekord życiowy, złowić pierwszego karpia powyżej 40 kg, dodać dziesiąty kraj z karpiem powyżej 70 lb i jedenasty kraj z karpiem powyżej 30 kg – spełniły się. Nadal trudno mi uwierzyć w to, co się wydarzyło.
Po kilku dniach w domu opadł adrenalina po niesamowitym połowie w Belgii i uświadomiłem sobie, że to naprawdę się stało. Chciałbym z całego serca podziękować wszystkim, którzy przesłali mi miłe wiadomości, polubili lub udostępnili moje posty o połowie. Bardzo to doceniam.
Początek historii z Mohikaanem
Zacznijmy od początku. Moja historia z Mohikaanem zaczęła się na jeziorze Pelagićevo w Bośni w 2023 roku. Moi dobrzy znajomi Kristof Vandenrijd i Jurgen Weyen z Belgii łowili tam i zaczęliśmy rozmawiać o wielkich karpiach w Belgii. Moim celem było złowienie karpia powyżej 30 kg właśnie tam. Wspomniałem o Mohikaanie, ale nie wiedziałem, że oficjalnie można zarezerwować stanowisko nad tym jeziorem i spróbować ją złowić. Kristof już ją wcześniej złowił, i kiedy powiedział: „czemu nie zarezerwujesz stanowiska i nie spróbujesz?” – wtedy wyznaczyłem sobie ten cel. Był ambitny i ekstremalnie trudny, ale pomyślałem: „czemu nie?”. Od tego momentu zacząłem robić research i zarezerwowałem 14-dniową sesję na wrzesień 2024 roku.
Jezioro Kelchterhoef – miejsce wyjątkowego wyzwania
Jezioro Kelchterhoef ma 26 ha powierzchni i głębokość do 9 metrów. Najczęściej wykorzystywane jest do żeglowania, pływania i wiosłowania. Są tam tylko 4 stanowiska do wędkowania. Pogłowie karpia jest bardzo niskie – tylko 58 karpi z chipami. Największy i najsłynniejszy to Mohikaan, a drugi co do wielkości waży około 22 kg. Już samo złowienie jakiegokolwiek karpia w ciągu tygodnia było wyzwaniem, nie mówiąc o złowieniu Mohikaana.

Pierwsza próba i porażka
We wrześniu 2024 roku przyjechałem nad jezioro 4 dni po rozpoczęciu rezerwacji i łowiłem przez 10 dni. Stanowiska 1,2 i 3,4 są połączone na jednej platformie. Zarezerwowałem stanowiska 1,2 i wszystko wydawało się idealne. Warunki były dobre, Mohikaan nie była złowiona od ponad 10 miesięcy. Bałem się tylko, że nie dożyje mojego przyjazdu – miała przecież ponad 40 lat. Po raz pierwszy złowiona z wagą ponad 40 kg już w 2013 roku, a później osiągała nawet 45 kg.
Na szczęście dostałem zdjęcie z drona z maja, gdzie była widziana na stanowisku 2. Ale przez te 10 dni większość ryb była w rejonie stanowisk 3 i 4. Udało mi się złowić jednego pięknego lustrzenia o wadze 16,4 kg.
Zaledwie dzień po moim powrocie do domu dostałem wiadomość od przyjaciela Mika Dolmansa, że złowił Mohikaana na stanowisku 3, ważyła ponad 41 kg.

Druga szansa – powrót po Mohikaana
Natychmiast zarezerwowałem kolejne 14 dni, tym razem stanowiska 3 i 4 na drugą połowę czerwca. Na przełomie maja i czerwca odbywa się tam duży festiwal i jezioro jest zamknięte na 3 tygodnie, więc zarezerwowałem pierwszy dostępny termin po festiwalu. Miałem nawet szczęście, bo mogłem przyjechać 2 dni wcześniej, więc miałem łącznie 16 dni łowienia. Wiedziałem, że poziom wody był bardzo wysoki, ale nie spodziewałem się, że aż tak – platforma, która zazwyczaj znajduje się 60 cm nad wodą, była teraz 40 cm pod wodą. To znacznie utrudniło łowienie, bo wiele drzew było zanurzonych i karpie miały gdzie się schować.
Wiedziałem, że w tym roku złowiono tylko 20 karpi z 58, a Mohikaan jeszcze się nie pokazała – co było dobrą wiadomością. Drugiego dnia widziałem 5 karpi w moim rejonie, a trzeciego dnia udało mi się złowić jednego z nich. Przez następne dni nie widziałem ryb w swoim rejonie, natomiast większość karpi i amurów była przy stanowiskach 1 i 2. Szczególnie pod drzewami i krzakami zatopionymi na stanowisku 2.

Nadzieja i rozczarowanie
Pogoda była cały czas słoneczna, bezwietrzna, temperatury w granicach 28–33°C. Liczyłem, że pogoda się zmieni albo zacznie wiać. Wędkarze na stanowiskach 1 i 2 nic nie złowili. Zastanawiałem się, czy mogę coś zmienić, próbować inaczej, ale moje przynęty były nietknięte. Próbowałem nęcić inne miejsca – bez efektu. W końcu w drugim tygodniu łowienia przyjechali Tom van Oosterhout i jego przyjaciel na stanowiska 1 i 2. Widzieli tam dużo ryb, nawet Mohikaan była tam widziana. Pocieszało mnie, że żyje. Problem był taki, że ryby nie były w mojej strefie.
Prognoza pokazała, że jedenastego dnia będzie wiatr 40–50 km/h przez 3 dni – miałem nadzieję, że to coś zmieni. Temperatura wody miała 24°C, ale byłem pewien, że ryby jeszcze nie odbyły tarła. Dwa dni wietrzne nie przyniosły żadnych efektów. Trzynastego dnia złowiłem amura o 5:00 rano i ucieszyłem się, bo może karpie też się przeniosły w mój rejon. Gdy sprawdziłem miejsce brania, zobaczyłem, że z około 8–9 kg przynęty zostało tylko 1 kg. Adrenalina mnie uderzyła – byłem pewien, że to nie był tylko amur.

Mohikaan – legendarna ryba w podbieraku
Około 19:15 przygotowywałem przynęty, gdy zauważyłem, że swinger jest lekko podniesiony. Na tym jeziorze obowiązkowe są backledy, a moje wędki były od 250 do 410 metrów od brzegu – wskazania są więc słabe. Ta wędka była około 320 metrów od brzegu na głębokości 5,3 metra. Nie miałem żadnego pika przez kilka dni, ale wiedziałem, że ryba siedzi. Adrenalina, ale starałem się zachować spokój. Wskoczyłem do łodzi i popłynąłem po rybę. Początkowo linka szła prosto, potem była trochę w zaczepie w zielska, a następnie skręciła o 90 stopni. Wiedziałem, że to karp – czułem, że może to być Mo. Ryba popłynęła 150 metrów, ale bez większego oporu. Gdy odczepiłem zielska, poczułem pierwszy raz presję na lince. Po chwili zobaczyłem jej wielką głowę przy powierzchni – i wtedy wiedziałem. Mohikaan!

Natychmiast podbierak – i była moja. Usiadłem w łodzi i odetchnąłem. Szok. Po chwili sprawdziłem, czy wszystko z nią w porządku, czy płetwy ułożone. Wszystko przygotowałem nad brzegiem. Ważyłem ją w wodzie – najpierw zadzwoniłem do Claudio Gasparcica, który opiekuje się jeziorem. Przyjechał w 10 minut, razem z Jurgenem i Tomem. Przy ważeniu wypuściła trochę ikry, później wycisnąłem jeszcze więcej. To ważne – zalegające jajeczka to główna przyczyna śmierci dużych samic. Waga zatrzymała się na 40,4 kg. Niesamowite. Była silna i w dobrej kondycji – kolor głowy był ciemny i intensywny, co oznacza, że ryba czuje się dobrze. Claudio, który złowił ją wcześniej dwukrotnie, też był zachwycony.
Zrobiliśmy zdjęcia i filmy, po czym wróciła do jeziora – odpłynęła mocno i pewnie. Dopiero potem przyszły emocje.








Sprzęt i taktyka, które doprowadziły do sukcesu
Złowiłem ją na kulkę Dynamite Peppered Squid 26 mm z pop-upem 15 mm Fluro Squid & Octopus. Nęciłem kulkami 12, 15, 20 i 26 mm oraz ziarnami od Dynamite. Sprzęt Fox: Wędka X4 S 12ft 3lb; Kołowrotek 14000XC; żyłka Submerge 55 lb; przypon z fluorocarbonu 0,60 mm; leadcore z 170 g ciężarkiem inline; przypon Camotex Semi Stiff 35 lb; haczyk Edges Wide Gape Beaked, rozmiar 2.


Podziękowania i podsumowanie
Poprawiłem swój rekord życiowy z 2016 roku – 39,8 kg z Austrii – na 40,4 kg w Belgii. Złowiłem wcześniej 3 karpie w 3 krajach lekko poniżej 40 kg, które później przekroczyły ten próg – tym razem w końcu udało się osiągnąć ponad 40 kg.
Złowiłem karpie powyżej 70 lb w 10 krajach i powyżej 30 kg w 11 krajach. Dziękuję wszystkim belgijskim karpiarzom – nigdzie w Europie nie czułem się tak mile widziany. Dziękuję moim przyjaciołom Kristofowi, Jurgenowi i Claudio za wsparcie, mojej dziewczynie Tinie za towarzystwo i rodzinie. Na koniec – dziękuję sponsorom: Dynamite, Fox, Carp Royal i Carpotronics – bez was to nie byłoby możliwe.
Tekst i zdjęcia: Krištof Cuderman





