
Wygodny fotel karpiowy Carp Pro Medium
2024-12-02
Wędkarstwo karpiowe w Polsce – podróż w przeszłość
2024-12-04Method Feeder w dzikich wodach

Porozmawiamy o wędkowaniu na method feeder w zalewach, żwirowniach i gliniankach. Czym ono różni się od wędkowania komercyjnego?
Method Feeder to metoda połowu z gruntu, przy użyciu specjalistycznego koszyka zanętowego, a także wędki z drgającą szczytówką. Wykorzystanie koszyków zanętowych pozwala na precyzyjne dostarczanie zanęty w wybrane miejsce łowiska, przyciągając ryby bezpośrednio do przynęty, która jest umiejscowiona tuż nad nim. Technika ta stosowana jest z powodzeniem wśród łowców karpi, ale tych mniejszej wagi.
Hasło „method feeder” większości od razu kojarzy się z komercyjnym łowieniem karpi. Płytkie łowiska z równymi, uregulowanymi brzegami, często wzmacnianymi faszyną i pomostami ulokowanymi dla wygody. Niestety lata mijają, a u nas w przeciwieństwie do np. Wysp Brytyjskich, wciąż buduje się regularne baseny z jednym czy dwoma drzewkami w okolicy, a nie łowiska, mające jak najwięcej wspólnego z naturą. Dlatego warto jednak przypomnieć, że methoda to także łowienie w bardziej dzikich i naturalnych wodach, lub takich, które wprawdzie powstały jakiś czas temu z ręki człowieka, ale zdążyły przez lata „zdziczeć”.
Zacznij od mniejszej wody
Aby nie rzucać się od razu z, jak to się mówi, motyką na słońce, warto zacząć od mniejszych zbiorników. Małe przepływowe zalewy, albo głębsze żwirownie lub wyrobiska i glinianki, to miejsca, gdzie karpie są możliwe do namierzenia i przechytrzenia. Nie mamy tu na myśli związkowych, zarybieniowych karpików, ale starsze egzemplarze, które jakimś cudem uniknęły patelni, są cwane i „z niejednego haka już chleb jadły”.
Skuteczność methody w „naturalnych” wodach jest często ściśle związana z rozpoznaniem łowiska. Obserwacja wody to rzecz wręcz obowiązkowa. Warto czasem wybrać się nawet bez wędki, przycupnąć gdzieś cichutko i poobserwować, gdzie spławiają się ryby, albo gdzie widać, że ryby żerują. Taki krótki spacer powtórzony kilkukrotnie przed wędkowaniem, może wiele nam o wodzie powiedzieć i pokazać np. spławy i ścieżki żerowania ryb, czyli popularne „bąblowanie”.

Gruntowanie w method feederze
Bez względu na to, czy zrobiliśmy wcześniej rekonesans, czy też idziemy z marszu, to następnym krokiem musi być gruntowanie. Czynność ta jest niezwykle ważna, a bardzo często, niestety, pomijana. Wielu wędkarzy odpuszcza gruntowanie w methodzie, bo niestety nie do końca rozumie jego ideę. O ile w spławiku wiadomo, że pomaga ono poznać głębokość i umiejscowić przynętę na dnie, lub nad nim, to nieraz słyszymy, że „w methodzie przecież podajnik zawsze jest na dnie”.
Takie głosy pojawiają się nad wodą, gdy wędkarze pytają, dlaczego rzucamy pustym podajnikiem i liczymy coś pod nosem. Gruntowanie w methodzie pozwala z grubsza poznać topografię dna i jego twardość w danym miejscu. Nie jest ono tak dokładne jak w metodzie spławikowej, ale pozwoli określić górki, dołki, a przeciągając podajnik po dnie, pozwala poznać, czy dno jest zamulone, czy twarde, co może wbrew pozorom mieć kolosalne znaczenie dla późniejszego wędkowania. To liczenie to w przybliżeniu głębokość, której dokładnie nie określimy, ale różnice w wynikach pozwolą nam określić m.in., czy dno jest równe, czy może gwałtownie spada. Naprawdę warto poświecić te kilka chwil przed wędkowaniem, żeby poznać co kryje się pod wodą.

Gdzie zarzucić zestaw w naturalnej wodzie?
Dobrymi miejscami będą twarde blaty z wodą od metra do nawet trzech w bezpośredniej bliskości trzcinowisk, grążeli albo nawisów gałęzi. Ryby z łowisk, gdzie presja jest ogromna muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. Latem to właśnie odpowiednia ilość przybrzeżnej gęstwiny, albo cienia padającego z okolicznych krzewów i drzew może być gwarantem udanej wyprawy, bo ryby właśnie tam znajdują schronienie i lepiej natlenioną, chłodniejszą wodę.
Stopień lub dwa różnicy w upalne dni, to często dla ryb być, albo nie być. Bliskość nadbrzeżnych drzew, krzewów to także miejsce, gdzie ryby szybciej przekonują się do lądującego w wodzie podajnika, nie wystraszą się hałasu czy plusku wpadających do wody przynęt czy ciężarka. To spowodowane jest często tym, że w takich miejscach z drzew również spadają do wody różne rzeczy. Czy będą to dzikie jabłka, mirabelki czy nawet suche gałęzie, to nieważne, natomiast jest to rybia codzienność.
Jeśli chodzi o dno, to twarde, równe blaty to najlepsze miejsca do usadowienia naszego zestawu. Muliste płytkie zatoki, wbrew wszelkim mitom, nie są dobrym łowiskiem, nie tylko z powodu grzęźnięcia podajnika w mule, ale także z powodu stref beztlenowych, w których ryby nie lubią przebywać. Karpie zdecydowanie wolą dno płaskie i co ważne twarde. Czasami takie półki nie są łatwe do namierzenia, ale warto poświęcić temu trochę czasu.
Dowiedz się jak wybrać wędkę do method feedera – przeczytaj poradnik
Method feeder – kolor przynęty
Stosując method feeder na „dzikich” akwenach dobieramy przynęty i zanęty w naturalnych barwach. Ciemne, brązowe mieszanki zanętowe i takie też pellety w rozmiarze 1,5–2 mm będą z pewnością gwarantem tego, że ryb nie wystraszymy. Wybierając się w takie miejsca, unikamy przynęt w kolorach fluo i wszelkich wynalazków, które widać z satelity Google.
Na bagnet, lub gumkę proponujemy waftersy w rozmiarach 6 mm lub nawet mniejsze, najlepiej w naturalnych lub spranych kolorach. Na włos oprócz waftersów powinniśmy mieć też twarde pellety w stonowanych kolorach oraz kukurydzę konserwową lub gotowany groch. W ciepłych miesiącach karpie uwielbiają ziarna wiszące na włosie. Prezentują się one bardzo naturalnie, co sprawia, że są bardzo skuteczne. Pamiętajmy, aby nie bombardować podajnikiem wody co chwilę, a dać rybie go odnaleźć. Latem nie wyciągajmy zestawu z wody bez brania częściej niż co 10–15 minut.

Bomb feeder – co to jest?
W przeciwieństwie do komercji, w zbiornikach naturalnych, o których piszemy, jest zdecydowanie więcej drobnicy, która jak to zwykle bywa jest najszybciej przy podajniku. Często, niestety, zamiast karpia na kiju melduje się krąp, płoć czy mały leszcz. Zawsze możemy próbować przeczekać atak drobnicy na początku, bo gdy karpie wejdą w łowisko to i drobnica zniknie, ale również możemy ryby selekcjonować. Do podajnika nie dajemy wtedy zanęty, a pellet pogrubiamy lub rezygnujemy w ogóle z podajnika. W tym miejscu właśnie wkracza popularna ostatnio bombka. Polega na tym, że na żyłce wisi tylko: ciężarek (bombka), który ma za zadanie ulokować przynętę w wyznaczonym miejscu, przypon z hakiem i przynętą.
Tu zanętą będą ziarna i pellety wystrzeliwane stale z procy. Wyposażeni w dobrą i celną procę jesteście w stanie precyzyjnie donęcać podczas wędkowania bombką do ok. 15. metra. Bombką dalej przeważnie łowimy. Ten zabieg pozwoli trzymać ryby w łowisku, a spadające ziarna wydają bardziej naturalny dźwięk niż podajnik z zanętą spadający rybom na głowę. Skuteczność bombki jest znana, a jej prostota i jednocześnie większa finezja w porównaniu do methody, sprawiają, że duże ryby nie boją się podchodzić pod brzeg. Możemy więc liczyć na okaz, którego wyjęcie będzie nagrodą za wszelkie trudy.
Plusk wpadających do wody ziaren jest świetnym wabikiem dla karpi. Nie zdziwcie się, gdy na waszym zestawie zamiast karpia, zamelduje się okazały amur. Jeżeli łowisko opanują mniejsze ryby, które równie ochoczo korzystają z opadającej na głowę kukurydzy, warto na włos zakładać dwa, a czasem nawet trzy ziarna. Przy łowieniu na bombkę warto pamiętać o najważniejszej rzeczy. Donęcanie musi być regularne podczas wędkowania, a hamulec kołowrotka mocno poluzowany. Brania bywają atomowe i bardzo agresywne, więc luźny hamulec pozwoli wam uniknąć zerwania przyponu albo co gorsza całego zestawu.
Tekst i fot. Marcin Cieślak i Tomasz Sikorski






