
8 dni na pontonie, potem Bled i obiad u Lemke
2024-02-12
Worek, mata, podbierak karpiowy – niezbędnik karpiarza
2024-02-12Backlead, czyli jak zatopić linkę główną – Poradnik Karpmax

Co to jest backlead i jak go stosować, w jakich sytuacjach? Jakie są rodzaje backleadów? Na te pytania znajdziesz odpowiedzi w tym tekście.
Każdy szczegół potrafi całkowicie zmienić losy karpiowej zasiadki. Wielokrotnie przekonałam się, że dbanie o detale, szczególnie kiedy karpie nie są skore do żerowania, potrafi wypracować upragnione branie. W tym tekście nie będę pisała, jak nęcić, jakie przynęty powinny powędrować na włos, lecz postaram się pokrótce opowiedzieć, co robić, by nasza linka główna, zestawy końcowe stały się „niewidzialne” i do minimum zniwelowały ryzyko wykrycia ich pod wodą przez karpie.
Kiedy stosować backleady?
Backleady – jedni je stosują, inni nie. Tak naprawdę zastosowanie ich jest zależne od zastanej sytuacji nad wodą. Miejsca, gdzie na co dzień pływa duża liczba żaglówek, motorówek, wymuszają na nas ich używanie. Są też zbiorniki, gdzie idealne ułożenie linki głównej może zaważyć, czy uda nam się złowić karpia. Backledy to ciężarki, które mocowane są na lince głównej w celu jej zatopienia, aby jak najlepiej przylegała do dna zbiornika. Istnieje wiele sytuacji, w których bez ich pomocy łowienie może być wręcz niemożliwe. Należy jednak pamiętać, że użycie backledów w nieodpowiednim miejscu znacznie może pogorszyć nasze efekty, a nawet doprowadzić do braku kontaktu z rybą.
Rodzaje backleadów
Tradycyjny backlead z klipsem
Jest to najczęściej używany backled. Zakładany jest na linkę główną dopiero po zarzuceniu lub wywiezieniu zestawu. Możemy go także zastosować w trakcie wywózki, w celu idealnego ułożenia na dnie np. końcowego fragmentu żyłki. W przypadku użycia tych backledów ustawienie wędzisk nie ma większego znaczenia, ponieważ backled ześlizgując się po żyłce, będzie zatapiał ją na dnie od miejsca, w którym zetknie się z podłożem. Na rynku mamy backledy z wypinanym klipsem, co umożliwia dostosowanie masy ciężarka do odległości, na której łowimy. Im jest ona większa, tym ciężarek o większej masie musimy zastosować. W innym wypadku, podczas naprężania linki głównej lub podczas brania będzie on się unosił nad dnem i nie spełni zakładanych założeń. Podczas holu ryby, backled sukcesywnie będzie zsuwał się po naszej żyłce, aż do momentu, gdy zostanie zablokowany przez ciężarek.

Backlead stały, dowiązywany do stojaka lub podpórki
Umieszczany jest na żyłce lub plecionce po zarzuceniu lub wywiezieniu zestawu. Backlead ten mocowany jest za pomocą sznurka do statywu lub podpórki. Różni się on od tradycyjnego tym, że ma specjalny system mocujący do linki, który jest tak skonstruowany, że mocne pociągnięcie podczas podnoszenia wędziska powoduje jego wypięcie i pozwala spokojnie holować rybę bez jego udziału. Jednocześnie uchwyt jest na tyle mocny, że podczas opuszczania backleada na dno lub w trakcie przypadkowego pociągnięcia linki głównej nie wypina się. Zastosowanie takiego rozwiązania pozwala na swobodny hol karpia. Jest to bardzo przydatne np. podczas łowienia w mocno zarośniętych zbiornikach. Dzięki wypięciu ciężarek nie będzie wpadał w zielsko i utrudniał holu ryby.

Backlead przelotowy
Umieszczany jest przed przyponem na lince głównej. Musimy tego dokonać w trakcie montażu naszego zestawu. Służy przede wszystkim do zatopienia końcowego fragmentu linki głównej za przyponem i jest stosowany najczęściej podczas wywózki, kiedy zależy nam tylko na zatopieniu końcowego fragmentu żyłki lub plecionki.

Zastosowanie Backleadów
Nie jestem zwolenniczką stosowania backleadów, ale są sytuacje, w których łowienie bez ich użycia jest praktycznie niemożliwe. Dlatego też, wybierając się na karpie, zawsze staram się zabierać ze sobą kilka podstawowych ich rodzajów.
Pamiętam jedną z zasiadek na dużym zbiorniku zaporowym, na którym zmuszona byłam do łowienia z wywózki kilkaset metrów od brzegu. Jak się później okazało, największym problemem podczas tej wyprawy były wszechobecne środki pływające: rowerki, żaglówki czy też deski surfingowe, które w ciągu dnia ciągle przecinały bieg moich żyłek. Jedynym rozwiązaniem, które uchroniło mnie przed sztucznymi braniami, a nawet utratą zestawów, było zastosowanie backledów. Jak się później okazało, dodatkowym problemem była charakterystyka dna, a właściwie to, co na nim zalegało. Było tam mnóstwo ostrych kamieni, muszli, które mogły w znaczny sposób uszkodzić żyłkę przylegającą do dna. Zdecydowałam się w tym przypadku użyć backledów z możliwością ich wypięcia. Woda w tym zbiorniku jest bardzo przejrzysta, a ryby niechętnie współpracują za dnia, więc dzięki zastosowaniu tego rodzaju backledów, mogłam w ciągu dnia uniknąć zaczepiania żyłki przez przepływające rowerki, a w nocy spokojnie łowić bez ich użycia.
Podczas innej wyprawy na karpie miałam sytuację całkowicie odmienną. Wybrałam się nad zbiornik, który obławiałam wielokrotnie. Tym razem wytypowałam jednak miejscówkę, która znajdowała się z dala od plaży – głównej atrakcji mieszkańców pobliskich miast. Rozłożyłam namiot pośród wysokich trzcinowisk, na totalnym odludziu. Dotarcie do tego miejsca nie było możliwe z brzegu, więc musiałam cały swój ekwipunek przetransportować pontonem. Miejsce bajeczne, z dala od zgiełku codzienności. Chciałam spędzić kilka dni w całkowitym odosobnieniu i ciszy. Niestety, przez pierwszą noc praktycznie nie zmrużyłam oka. Sprawcą, a właściwie sprawcami tego zamieszania było ptactwo wodne, które buszując w trzcinowiskach wpadało w moje żyłki. Początkowo myślałam, że to sporadyczny przypadek, ale w ciągu nocy przekonałam się, że za każdym razem, kiedy tylko zmrużyłam oko, moja centralka zaczynała piszczeć, a ja wybiegałam z namiotu w przekonaniu, że mam właśnie branie karpia. Nie pomogło nawet ułożenie wędzisk ze szczytówkami pod wodą. Nocne i wczesno poranne buszowanie ptactwa całkowicie popsuło mi plany o sielance i ciszy, którą sobie wcześniej wymarzyłam, nie wspominając już o braku możliwości złowienia karpia. Niestety, nauczona doświadczeniem z poprzednich zasiadek na tej wodzie, nie wzięłam ze sobą backledów, co sprawiło, że kolejnego dnia musiałam poprosić znajomego, aby mi je podrzucił. Od tej chwili, bez względu na wszelkie założenia, zagościły one na stałe w moim karpiowym ekwipunku.
Kolejnym przypadkiem, w którym zawsze używam backleadów jest sytuacja, kiedy obławiam niewielki obszar wody. Żyłki biegną wtedy równolegle do siebie, a odległości między nimi są bardzo małe. Idealne warunki dla karpia, aby po braniu poplątać wszystkie zestawy. Często możemy tego doświadczyć podczas uczestnictwa w zawodach, które odbywają się na niewielkich zbiornikach. Wtedy użycie backleadów będzie bardzo pomocne, szczególnie podczas holu ryby. Każdy z nas spotkał się lub widział sytuację, kiedy karp podczas holu wylądował w zestawach sąsiadów, a w większości regulaminów widnieje zapis, że w takim przypadku drużyna przeciwna może zgłosić protest i wtedy nasza ryba nie jest brana pod uwagę w klasyfikacji generalnej. Wszyscy dobrze wiemy, że czasami ten jeden złowiony karp może być na wagę złota i musimy uczynić wszystko, aby wylądował na naszej macie.

Używam backleadów także gdy jestem na łowiskach prywatnych. Są to zazwyczaj wody, w których występuje duża populacja karpia. Wiele osób twierdzi, że złowienie ryby w takiej wodzie jest o wiele prostsze niż w zbiorniku PZW. Ja się z tym nie zgadzam, ponieważ czasem najmniejszy detal może sprawić, czy uda nam się złowić karpia, czy też nie. Każda woda rządzi się swoimi prawami, a warunki, które nad nią spotkamy są za każdym razem inne. Zmienna pogoda, obniżony lub podwyższony stan wody, to tylko niektóre przykłady, które mogą wpłynąć na to czy ryby będą chciały współpracować, czy też nie. Na komercji dochodzi jeszcze bardzo ważny aspekt: presja wędkarska. Każdego dnia w wodzie ląduje mnóstwo zestawów, a co za tym idzie – żyłek.

Karpie pływając między nimi uczą się i im dłużej zamieszkują daną wodę, tym lepiej je omijają, wyczuwając zagrożenie. Miałam taką przygodę na jednej z komercji, kiedy były zajęte praktycznie wszystkie stanowiska, a ryby współpracowały tylko ze mną. Sąsiedzi podpytywali na co łowię, jaki mam haczyk, jak długi włos itd. Nikt nie domyślił się jednak, że tajemnicą sukcesu było ułożenie żyłek na dnie, poprzez zastosowanie dwóch backleadów, dzięki którym przylegała ona idealnie do dna. Sytuację tę zobrazowałam na rysunku nr 3. Rysunek nr 1 przedstawia natomiast bieg idealnie naprężonej żyłki, bez zastosowania backleadów. Tak właśnie wyglądało mniej więcej ułożenie żyłek moich sąsiadów. Na drugiej ilustracji widzimy, jak biegnie linka główna, kiedy zastosujemy jeden backlead, tak aby końcowy fragment żyłki przylegał jak najlepiej do dna i nie płoszył ryb. Może to być backlead tradycyjny, który zaczepimy na żyłce w odpowiednim miejscu podczas wywózki zestawów. Ja częściej stosuję tzw. backlead przelotowy, który umieszczam na lince głównej podczas montażu zestawu. Sprawdza się on szczególnie podczas łowienia na dużych odległościach. Trzeci rysunek, tak jak już wspomniałam, przedstawia bieg mojej żyłki.

Po zbadaniu Deeperem struktury dna i głębokości w miejscu, w którym zamierzałam łowić, uznałam, że użycie dwóch backleadów pozwoli mi na idealne ułożenie żyłki na dnie, a przez to uśpię czujność mało aktywnych ryb, które sprytnie omijały zestawy innych karpiarzy. Jak się potem okazało, był to strzał w dziesiątkę, który praktycznie do końca pobytu nad wodą pozwolił mi cieszyć się z pięknych ryb. Na tej zasiadce, odległości, na których łowiłam nie były zbyt duże, dlatego sygnalizacja brań była bardzo dobra. Gorzej to wygląda podczas bardzo dalekich wywózek. Należy wtedy pamiętać, że zastosowanie każdego następnego backleada powoduje powstanie dodatkowego kąta, który tworzy się na żyłce. Im więcej ich jest, tym sygnalizacja brania będzie słabsza, a przy bardzo dużych odległościach branie może być niewidoczne. Problem ten jest bardzo uciążliwy, kiedy na naszym zestawie zawiśnie zamiast karpia jakiś niechciany gość, którym zazwyczaj są inne białe ryby, takie jak leszcz czy jaź, a my dowiadujemy się o tym w chwili ściągnięcia zestawu. Dlatego podczas łowienia na dużych odległościach, kiedy wymagane jest użycie backleadów, sugerowałabym używać plecionki jako linki głównej. Jest ona praktycznie nierozciągliwa i zdecydowanie poprawi sygnalizację brania, nawet jeśli nie będzie to karp.
Podsumowując i analizując wszystkie sytuacje, które zastałam nad wodą, backleady powinny znaleźć się obowiązkowo w wyposażeniu każdego karpiarza i należy je stosować wtedy, kiedy sytuacja tego wymaga.
Autor: Monika Lechowska-Bacia






