
Jak złowić karpia w zatoce. Poradnik Karpmax
2024-02-15
Jak wykonać karpiowy zestaw półprzelotowy. Poradnik Karpmax
2024-02-15Muł, tu nie idzie łowić? Jak skutecznie łowić karpie z głębokiego mułu. Poradnik Karpmax

Siedząc kilka lat temu nad pięknym małym jeziorkiem położonym głęboko w lesie, spotkałem się z pewną niezrozumiałą dla mnie sytuacją. Po drugiej stronie jeziora obóz rozbiło dwóch karpiarzy. Wydaje mi się, że łowili na tej wodzie pierwszy raz. Jeden z nich spędził w pontonie naprawdę sporo czasu, a kiedy spływał już do brzegu, nerwowym tonem krzyknął w stronę kolegi: „Nie znalazłem nic twardego, na dnie jest sam muł! Tutaj nie idzie łowić!”.
Po usłyszeniu tych słów doznałem lekkiego szoku. Owi karpiarze na drugi dzień zwinęli sprzęt i odjechali. Nad wodą zostałem sam, łowiąc kolejnej nocki pięknego cyprinusa. Karp ten zassał zestaw, który położony był w bardzo głębokim mule, bo faktycznie tylko takie dno znajdowało się w tym zbiorniku. Jednak czy ma to jakieś znaczenie? Czy muł to faktycznie tak ogromna przeszkoda?
Moim zdaniem muł to rodzaj dna, który karpie uwielbiają. Jeśli już mam do wyboru, czy położyć zestaw na dnie twardym czy mulistym, to zawsze wybiorę miejsce, które jest bardziej miękkie!
Zaczynając ładnych parę lat temu swoją przygodę z karpiowaniem, zastanawiałem się jak skutecznie łowić karpie z głębokiego mułu. Internet nie był jeszcze tak mocno rozwinięty, więc w większości przypadków patent trzeba było znaleźć metodą prób i błędów. Swoją drogą, miało to swój niepowtarzalny urok, bo do większości rzeczy dochodziło się samemu. Pobliskie muliste jezioro, które sukcesywnie obławiałem, nie za bardzo chciało się przede mną otworzyć i raz po raz zaliczałem kolejne zasiadki bez brania. Ogólnie cały tamten sezon był bardzo kapryśny w brania, nie tylko na tej wodzie, ale na większości akwenów. Obiecałem sobie, że kolejny rok „zaatakuję” tę leśną wodę z jeszcze większym natężeniem i w końcu znajdę sposób na karpie z głębokiego mułu.

Już od wczesnej wiosny zacząłem pojawiać się nad wodą, aby systematycznie nęcić swoją miejscówkę. Nęcenie zawsze odbywało się w nocy, żeby przypadkiem nikt mnie nie podpatrzył. Na każde nęcenie do wody szło kilogram kulek. Jednak nie wsypywałem ich punktowo, a za pomocą kobry rozrzucałem na większym obszarze. Po kilku nęceniach nadszedł czas na regularne zasiadki, a pomiędzy nimi zawsze znajdowałem chwilę, aby chociaż raz w tygodniu zanęcić miejscówkę. Chciałem za wszelką cenę zatrzymać karpie w łowisku.
Leśna, mulista woda w końcu się otworzyła i zaczęła obdarowywać mnie kolejnymi pięknymi karpiami. Podczas łowienia, podobnie jak w trakcie nęcenia, używałem samych kulek, a kiedy woda zrobiła się cieplejsza dodawałem jeszcze orzechy tygrysie. Pomyślicie pewnie, że taka taktyka na muliste dno nie do końca jest słuszna, ja jednak sądzę zupełnie inaczej. Duże frakcje, jakimi niewątpliwie są kulki i orzechy, zapadają się głęboko w mule – to fakt. Jednak zupełnie w niczym to nie przeszkadza. Kiedyś słyszałem, że karpie potrafią ryć w mule na trzydzieści centymetrów, z innego źródła dowiedziałem się, że nawet pół metra nie jest żadnym problemem. Wiecie, co wam powiem? Nie wiem, na ile dokładnie centymetrów w głąb mułu potrafią „buszować” karpie, ale z doświadczenia wiem, że jest to bardzo głęboko. Jeśli tylko instynkt powie im, że tutaj jest smaczny kąsek to zrobią wszystko, aby go zdobyć!

Słuszną taktyką, jeśli nie macie w danym zbiorniku zbyt dużo białorybu, jest użycie również drobniejszych ziaren jakimi są konopie czy rzepik. Raz, że świetnie pobudzają one karpie do żerowania, to jeszcze bardzo długo przytrzymują je w łowisku, zwłaszcza takim bardzo zamulonym. Łowiąc na swoim mulistym bajorku, raczej odpuszczam sypanie do wody drobnych ziaren, właśnie ze względu na obecność małej ryby, która trochę przeszkadza w łowieniu karpi.

Przypony, jakich używam, łowiąc na mulistym dnie nie różnią się praktycznie niczym od tych, których używam, łowiąc gdzie indziej. Może wydawać się to dziwne, ale taka jest prawda. Jedyne co zmieniam, to znacznie je wydłużam i stosuję naprawdę małe obciążenie. Zamiast ołowiu używam kamienia zamontowanego na kawałku dętki, ale również nie zbyt dużego i najlepiej lekko płaskiego. Taki kształt nie pozwoli mu się za bardzo zapaść w mule, a o to przecież nam chodzi. Kamień nie może być ciężki. O efekt samozacięcia nie mamy co się martwić, gdyż kamień po zapadnięciu się w mule tworzy dodatkowe obciążenie.

Początkowo, łowiąc na głębokim mule, jako przynętę stosowałem pojedyncze pop-upy, jednak z czasem brania na nie zaczęły zanikać. Szukając rozwiązania zacząłem na włos zakładać standardowe bałwanki lub nawet pojedyncze tonące kulki i wówczas brania powróciły. Jaki z tego wniosek? Karp naprawdę ostro ryje w mule i tonąca kulka znajdująca się na włosie, która lekko zapadła się w mulistym dnie, nie jest dla niego absolutnie żadnym problemem.

Kiedy z mulistej wody miałem złowionych już kilka naprawdę wartościowych ryb, zacząłem kombinować z zestawami. W ruch poszły sztywniaki, przypony z miękkiej plecionki, a także łamańce. I wiecie co? Na wszystkie z nich złowiłem karpia. Zacząłem się wówczas zastanawiać, jak odnieść się do informacji, które czasami zdarzało mi się przeczytać na temat łowienia w głębokim mule, a które w większości przypadków brzmią: na mulistym dnie bardzo ważna jest prezentacja przynęty i przede wszystkim zastosowanie kulek pływających. Dla mnie to mit! Osobiście sprawdzałem i przetestowałem wiele różnych przynęt oraz przyponów i stwierdzam, że na mulistym dnie łowi się praktycznie tak samo jak w każdych innych warunkach. Tak jak pisałem już wyżej, jedyną zmianą było solidne wydłużenie przyponu i zastosowanie naprawdę małego obciążenia. Przypon warto dobrać również pod kątem mułu, ale i względem innych rzeczy, które znajdują się w danym akwenie. Grążele, zatopione drzewa i podwodne zaczepy zawsze zmuszają nas do tego, aby nasz zestaw był solidniejszy.

Z obserwacji, które prowadziłem, i zresztą prowadzę cały czas, wynika, że na mulistym dnie w większym stopniu niż w innych zbiornikach znaczenie ma kolor kulki. Najwięcej brań zanotowałem na przynęty koloru białego i różowego. Smak ma znaczenie drugorzędne, jednak barwa ogrywa ważną rolę. Osobiście stosuję kulki firmy Carp Gravity o smaku Blondi oraz Ikra-Ochotka i w trakcie łowienia w mule sprawdzają się one bardzo dobrze. Wczesną wiosną zauważyłem jeszcze, że lepiej niż w innych porach, karpie reagowały rewelacyjnie na pikantne przynęty.
Warto również, tak jak już pisałem wcześniej, dodać do zanęty orzecha tygrysiego, zwłaszcza dlatego, że nie wchłania on zapachu i zawsze zachowuje swoje walory zapachowe. Chociaż czy ten zapach ma naprawdę aż takie znaczenie? Jak się odnieść wówczas do sytuacji, kiedy po dwóch dobach leżenia zestawu w mulistym i śmierdzącym dnie mam branie? Przecież kulki na włosie już dawno straciły swój aromat. A może właśnie o to chodzi, że karp wówczas zaczyna traktować je jako „coś” bezpiecznego i bardziej ufnie zasysa? Tak może być, chociaż czy na pewno? Tego nie wiem i dlatego kocham łowić karpie, bo zawsze trzeba myśleć i kombinować, aby przechytrzyć tą piękną rybę z małymi wąsikami.

Kiedy położymy już swój zestaw na mulistym dnie to nie naciągajmy go zbyt mocno, a prawdę mówiąc to nie naciągajmy go wcale. Po prostu zwińmy luz żyłki, który zrobił się w trakcie wywózki, podczepmy swinger i włączmy sygnalizator. Każde mocniejsze naciąganie, podciąganie i szarpanie wędką może stworzyć nam problem. Łowiąc na mulistym dnie naprawdę nie ma takiej potrzeby, bo zestaw sam w trakcie opadania ułoży się tak, jak powinien i będzie wyglądał idealnie.
Na koniec chciałbym wam podpowiedzieć, żebyście nad wodą nie popadali w schematy oraz zwyczajnie robili swoje. Tak jak czujecie, tak jak myślicie. Kładąc kolejny raz swój zestaw, musicie wierzyć, że zrobiliście to dobrze, a jeśli macie jakieś wątpliwości, to zróbcie to jeszcze raz, bo pewność siebie w trakcie łowienia karpi ma ogromne znaczenie.





