
Zawody karpiowe Bez spiny 3 na Łowisku Borowy Staw
2024-02-20
VI WyBorowy Big Fish – zawody karpiowe pod patronatem Karp Max
2024-02-20Jak łowić karpie z łodzi w rzece Wiśle – poradnik Karpmax cz. 1

Od dawien dawna Wisła była obiektem westchnień niezliczonej grupy wędkarzy. Wielu z nich podczas kolejnych prób mocno ją przeklinała. Kolejna część jeszcze mocniej nienawidziła. Znajdą się też zwolennicy, którzy stwierdzą, że nie widzą sensu wędkarstwa poza nią. Ja właśnie należę do tej ostatniej grupy. W tym artykule opiszę wam jak łowić karpie z łodzi w rzece.
Chociaż wędkarstwo rzeczne nie jest mi obce, to sam pomysł, aby spróbować łowić karpie w rzece i w dodatku wykorzystując do tego łódź, już na samym starcie okazał się wielkim wyzwaniem. Możliwość zmierzenia się w nurcie z ogromną rzeczną rybą było marzeniem od wielu lat. Śmiało mogę to napisać. To taki kolejny krok w rozwoju karpiowego rzemiosła i nareszcie nadszedł upragniony moment, by sprostać temu wyzwaniu.
Na samą myśl o Wiśle od razu pojawiają się sentymenty. Tu stawiałem swoje pierwsze wędkarskie kroki i po wielu latach spędzonych nad wszelakimi zbiornikami wodnymi, zapragnąłem powrócić w ten rwący klimat. Pomimo upływu blisko 30 lat, doskonale pamiętam moją pierwszą wędkę i zaciętego w nurcie karpia. Tamte czasy, pod względem technologii wędkarskiej, pamięta chyba każdy. Sprzętu jak na lekarstwo, a jakość wykonania pozostawiała wiele do życzenia.
W pamięci na zawsze pozostanie ten mój pierwszy, rosyjski sześciometrowy wynalazek bez przelotek, gdzie każdy hol kończył się minimum 10-minutowym spacerem wzdłuż płockiego bulwaru. Czasy choć odległe, stworzyły niepowtarzalne wspomnienia. Sama idea i chęć spróbowania wędkarstwa z łodzi chodziła mi po głowie już dość dawno. Pierwsze kroki stawiałem już kilka sezonów wstecz, lecz wtedy zabrakło mi postawienia kropki nad i. Może zabrakło odrobinę konsekwencji. Może czegoś innego. A może zwyczajnie nie byłem gotowy na to rzeczne wyzwanie.

Do tematu rzecznego łowienia z łodzi podchodziłem kilka razy. Moje wcześniejsze statki nie były zbyt stabilne. Nie dawały poczucia bezpieczeństwa, więc plany rzeczne odkładałem na kolejny czas, gdy w końcu znajdę tę wymarzoną łajbę. A może zwyczajnie szukałem tylko wymówki, by jeszcze przez moment móc zanurzyć się w jeziorowej otchłani.
Odkąd pamiętam, spędzałem każdą wolną chwilę nad starymi, dzikimi zbiornikami. Sam pobyt w takich miejscach był dla mnie swojego rodzaju nagrodą. Te zapomniane przez ludzkość zbiorniki wodne od zawsze miały swój niepowtarzalny klimat. Tydzień, dwa, czasem i dłużej, poświęcone na obserwacje. Tropienie, poszukiwanie i nagle boom w najmniej oczekiwanym momencie – kładziesz na matę przepiękną rybę, która była zwieńczeniem trudu i oddania tej cudownej pasji.
Sięgając pamięcią, tamtejsze wędkarstwo miało zupełnie inny wymiar. Każdy pobyt w tak urokliwym miejscu był zupełnie czymś innym. Wystarczyła dosłownie mała chwila w samotności i kolejna dawka endorfin ładowała organizm, by łatwiej dźwigać codzienność. Nie liczyły się kilogramy. Nie było tej wszechobecnej presji. Tylko ja i one.
Minęło mi w ten sposób wiele pięknych sezonów. Z czasem jednak pojawiało się coraz więcej obowiązków. Praca na przemian przeplatała się z obowiązkami domowymi. Obowiązki domowe przekładały się na wędkarstwo. Presja czasu. Pośpiech. Zwyczajnie brakło na to wszystko czasu i nałożyło się potężne zmęczenie. Sama decyzja o przeprowadzce na rzekę była podyktowana nie tylko dotychczasową chęcią zmiany stylu łowienia, ale także swoistym uporządkowaniem dotychczasowych spraw, które przez wiele lat odkładane odcisnęły duże piętno na moim życiu. To właśnie nad rzeką miałem odnaleźć na nowo swój dawno utracony balans i jak się okazało po dwóch sezonach, była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
Wiecie już prawie wszystko, więc wracamy do meritum tej naszej rzecznej opowieści. Artykuł podzieliłem na dwie części, by w całości przybliżyć wszystkie niezbędne zagadnienia. W tej części skupimy się na wyborze łodzi i sprzętu do łowienia. Trochę opowiem także o warunkach panujących na rzece. Tematy związane z poszukiwaniem miejsc, gdzie szukać ryb lub czym je próbować łowić, zostawimy sobie na następny artykuł.

Łódź do łowienia karpi w rzece
Niestety, muszę was zmartwić, ale na naszym rynku wybór jest naprawdę znikomy. Przerabiałem już kilka typów łodzi i powiem wam, że jak dla mnie najlepszym wyborem jest łódź płaskodenna. Oczywiście pod względem prędkości płynięcia nie będzie to demon w układzie V, ale kwestia dotarcia na miejsce oddalone nawet o około 15 czy 20 km od portu nie robiła mi większej różnicy. Wiadomo, że samo dotarcie rozjedzie się w czasie, ale jeśli chodzi o pośpiech, to właśnie jedna z tych cech, której chcę się wyzbywać, jednocześnie skupiając się na klimacie, którym rzeka urzeknie was na samym starcie. Na plus jest stabilność i duże bezpieczeństwo, które przyda się podczas kotwiczenia w nurcie i walki z wiatrem. Niestety, na tak dużych wodach w mgnieniu oka Wisła potrafi zamienić się ze spokojnego zalewu w potężny sztormowy Bałtyk. Sprzęt tego typu zapewnia również olbrzymi komfort podczas samego łowienia. Poruszanie się na niej nie jest problemem i wszystko inne, co związane z potrzebą użytkowania na rzece. Kolejna ważna kwestia to podanie przynęty. Dzięki płaskiemu dnu, wędki są mniej narażone na ciągłe podnoszenie przynęty, co przenosi się na ciągłe przestawianie jej i znacznie mniej wpływa chociażby na możliwość splątania.
W Polsce jest bardzo mało firm zajmujących się produkcją tego typu łodzi i jeśli chcemy mieć naprawdę fajną, bezpieczną i wygodną łajbę czeka was wyprawa do Holandii lub np. Francji. Tam znalazłem pożądane produkty. Muszę was też zmartwić, ale przy dzisiejszych cenach na rynku to za taki aluminiowy produkt przyjdzie wam zapłacić naprawdę sporo pieniędzy. Do tego dochodzi przyczepa i odpowiednie auto, wtedy zestaw mamy gotowy. Uwierzcie mi, na znalezienie odpowiedniego sprzętu poświęciłem wiele czasu, a to dopiero zaledwie początek drogi w poszukiwaniu rzecznych ryb. Kolejną kwestią, którą muszę poruszyć to wybór odpowiedniego portu do trzymania łodzi, ewentualne wygodne miejsc do wodowania i bezpiecznego wyciągania łajby na brzeg.
A może ponton na rzekę?
Ciekawą alternatywą może okazać się ponton i przyznam szczerze, że przez pewien czas brałem to mocno pod uwagę. Choć z pozoru nie jest tak stabilny jak łódka, na naszym rynku ostatnimi czasy pojawiły się ciekawe alternatywy. Swoimi gabarytami naprawdę zapewniają już spory komfort na wodzie i w dużej części odchodzi problem z miejscem trzymania łodzi. Widziałem jak taki ponton przy odrobinie wprawy można rozłożyć w kilka minut i zwodować samemu na rzece. Zamontowanie tam namiotu też już nie stanowi problemu. Na minus mogą jedynie być zimniejsze noce i spanie na wodzie, gdzie temperatura może dać się mocno we znaki. Ale i to można obejść.
Wiatr – zaprzyjaźnij się z nim
Wracajmy jednak do tematu. Niestety, z porywistymi wiatrami radzę się zaprzyjaźnić od samego początku i zaakceptować takie zjawisko. Dni bezwietrznych na rzece zdarza się naprawdę kilka. Kilka to znaczy, że starczą do ich policzenia zaledwie dwie dłonie. Jeżeli zrobisz wszystko zgodnie ze sztuką wiatru, ten może okazać się sprzymierzeńcem. Jeśli zbłądzisz, wraz z silnym nurtem zamieni twoje wędkarstwo rzeczne w koszmar. Smaczku dodają również miejsca na rzece, które z pozoru niewidoczne gołym okiem mogą przyczynić się do uszkodzenia silnika lub w najgorszym układzie do uszkodzenia poszycia łodzi.
Znajomości topografii rzeki niestety nie nauczymy się w ciągu kilku dni i czasem potrzeba wielu lat, by choć w małym skrawku poznać jej tajemnice. Należy też pamiętać, że rzeka się co roku potrafi zmienić i w miejscach, gdzie zwyczajnie danego roku było twardo i dosyć głęboko, za kilka miesięcy może pojawić się mulda piachu i zamulony mocno fragment przesuwającego się ciągle dna.
Moja łódź na rzeczne karpie
Wracając do łodzi, „Perełka”, zanim dostała się w moje ręce, miała za sobą trzy sezony jeziorowego pływania na silniku elektrycznym. Jest to dosyć prosta konstrukcja wykonana z laminatu i muszę przyznać, że miałem trochę obawy jak sprawdzi się na Wiśle. Tak jak wspomniałem wcześniej, ponieważ Wisła jest bardzo niebezpieczną rzeką, w grę wchodzą zazwyczaj konstrukcje aluminiowe, które zapewniają dużo większe poczucie bezpieczeństwa w nurcie. Niestety, rynek i finanse wymuszają zupełnie coś innego. Zaryzykowałem. Odkupiłem ten karpiowy okręt od kolegi po fachu i nie pozostało nic innego, jak tylko czekać na sezon.

Silnik na rzekę
Już pierwsze wypłynięcia pokazały, że rzeczny pojazd to zupełnie inna bajka niż jeziorowe wojaże. Trochę to wszystko trwało, zanim ponownie wróciłem na właściwe tory, ale korekty przyniosły zamierzony efekt. Wypada również wspomnieć o silniku zaburtowym. Pierwszy sezon przepływałem na 10-konnym silniku, by w następnym zamienić go na dwa razy mocniejszy. Docelowo jest przesiadka na 25 koni, co w zupełności wystarczy na nurtowe wiślane klimaty.
Wraz z doświadczeniem zdobywanym na rzece, każdego roku wymagane są korekty, co do praktyczności łodzi. Cały czas są wnoszone jakieś poprawki. Wisła jest bardzo zagadkową rzeką i by stale się rozwijać, łódka musi być modyfikowana, tak by sprostać rzecznym wymaganiom. Pływam zaledwie dwa sezony, a już w trzecim chciałbym spróbować czegoś innego, inaczej podejść do wiślanego tematu. Od innej strony poszukać ryb i inaczej podać przynętę. Tak właśnie wygląda takie prawdziwe rzeczne łowienie.

Stojak na wędki do łodzi
Kolejne zagadnienie to sprzęt, którego używam, zaczynając od statywu, skończywszy na wędkach i kołowrotkach. Zaczynając od tego pierwszego, stojak to produkt firmy Daiwa i jest przeznaczony typowo do łowienia z łodzi. Ten, który widzicie na zdjęciach w dużej części musiałem przerobić, gdyż niestety nie przetrwał próby czasu podczas pierwszego sezonu. Muszę was również zmartwić. Firma życzy sobie za takie cacko około sześciu paczek i jeśli traficie, podobnie jak ja, na błąd konstrukcyjny, czeka was z pewnością przeróbka. Jeśli mógłbym coś podpowiedzieć: przeszperajcie portale ogłoszeniowe, a z pewnością za parę złotych znajdziecie najprostsze rod pody. Wystarczy górę, czyli tę część, gdzie się kładzie wędki zdemontować, podlecieć do dobrego ślusarza, który dorobi nam podstawę do burty i heja na wodę. Ja takie stojaki posiadam dwa i nie wyobrażam sobie na razie nic innego. Sprzęt za niewielkie pieniądze i posłuży lata. Oczywiście możecie również poszukać czegoś w Internecie, ale raczej w Polsce tego nie znajdziecie.
Wędki do łowienia karpi w rzece
Tutaj Ameryki nie odkryję i postawiłem na najprostsze rozwiązania. Do łowienia z łodzi mam trzy komplety wędek. Z racji, że mam dosyć duży pokład śmiało mogę zastosować dłuższe wędki dochodzące nawet do 3,6 m. Temat wędek to rozmowa na długi wieczór, bo jest kilka zagadnień, którymi się zajmiemy w kolejnych częściach tego artykułu. Nadmienię tylko, że moje ulubione rzeczne kije mają duże przelotki na wysokich stopkach. Sprawdzony patent, zwłaszcza podczas holu ryb w nurcie. Żyłka, jeśli złapie masę zanieczyszczeń, glonów itp. przeszkód płynących z nurtem, nie blokuje przelotek podczas zwijania. Dzięki temu naprawdę wiele razy uniknąłem straty pięknej ryby. Rzeka niestety pod względem czystości nie należy do ideałów więc takie tematy na żyłkach nie będą specjalnie obce. Tyczy to się wędek feederowych, których również używam, jak i klasycznych karpiówek. O zastosowaniu tych modeli opowiem trochę później.

Jeśli chodzi o długość, to staram się również używać dosyć długich wędek, nawet jeśli ma to być kosztem wygody na pokładzie. Tak jak wspomniałem, Wisła na moim odcinku jest dosyć specyficzną rzeką. Miejsca, które są przeze mnie preferowane to dosyć strome spady i półki pomiędzy nimi. Taki styl łowienia wręcz niemalże wymaga zastosowania dłuższych wędek. Uwierzcie mi, ryby w nurcie doskonale znają się na swojej robocie i potrafią zrobić cuda pod takimi stromymi spadami. Wielokrotnie ryby, które holowałem, potrafiły z impetem wbić się w taką stromą skarpę i wypiąć zestaw bądź po prostu go zaplątać w naniesione tam nawisy gałęzi i innych przeszkód. Podczas holu jest możliwość manewru i czasem wręcz siłowe zatrzymanie ryby przed zatopioną przeszkodą.
Jeśli korzystam z rzutu, w zależności od miejsc, stawiam na mocne wędki.
Niestety, rzeka rządzi się swoimi prawami i nie wybacza błędów. W ciągu kilku sezonów wiślanych przegrałem trzy pojedynki z rybami przekraczającymi na moje oko 20 kg, właśnie poprzez nieodpowiedni dobór sprzętu. Jeśli chodzi o kije karpiowe, od kilku sezonów stawiam na moje stare oldskulowe Century 3,5 lbs, a jeśli są okresy, że ryby naprawdę delikatnie pobierają pokarm i wskazaniem jest tylko niewielki ruch szczytówki, staram się mieć pod ręką mocne feedery z serii Heavy do 200 g. Wędki tego typu nieraz uratowały mi cztery litery na dłuższym wypadzie.
Kołowrotki do łowienia karpi w rzece
Tutaj też nie ma co za dużo pisać. Od wielu, naprawdę wielu lat stawiam na sprawdzone toporne konstrukcje kołowrotków z wolnym biegiem i nie rozstaję się z nimi nigdy. Przez lata przetestowałem naprawdę niezliczoną liczbę sprzętu. Może to zabrzmi archaicznie, ale nie potrafię łowić tymi nowoczesnymi cackami. Nie leżą mi jakoś w ręku. Nie mają tej „duszy”. Tego czegoś. Kompletnie tego nie czuję. Uwielbiam klasyki i kropka. Oczywiście staram się dobierać wagowo kołowrotek pod względem wędki, by zbyt mocno nie obciążać nadgarstka i hol stanowił przyjemność, a nie morderczy wyczyn.

Żyłka na rzekę
No cóż… Jednym zdaniem – nie oszczędzam. Tylko sprawdzone produkty. Jest to jeden z najważniejszych elementów tej naszej układanki, dlatego poświęcę mu najmniej uwagi na opis. Grubość 0,40 mm i do przodu. Lata praktyki nauczyły mnie, że w tej grze nie ma kompromisów, zwłaszcza na rzece.
Temat, jakim jest wędkarstwo rzeczne to naprawdę pracochłonne zajęcie. Na sukces składa się wiele czynników. Nie da się po prostu ot tak wszystkiego napisać w kilku słowach. Pomimo wielu lat spędzonych na rzece dalej się uczę tego zagadnienia i naprawdę wiele lat jeszcze przede mną. Uwierzcie mi, gdy tylko raz spróbujecie, pokochacie to na zawsze…
To tyle w pierwszej części artykułu. Mam nadzieję, że miło się to czytało i usłyszymy się wkrótce.
Autor: Marcin Traczyk






