
V wiosenne karpiowanie na Łowisku Czarna Sędziszowska
2024-02-20
Dolnośląsko-Opolski Meeting Karpiowym – Frankenstein Carp Meeting
2024-02-20Jak łowić karpie w Wiśle – poradnik Karpmax cz. 2

Ktoś niedawno zapytał mnie, czemu to właśnie rzeka Wisła skradła moje serce. Czy istnieje jakiś szczególny powód tego mojego wiślanego projektu? Powód w gruncie rzeczy jest banalnie prosty, natomiast odpowiedź na to pytanie jest bardziej skomplikowana, niż początkowo sądziłem. Musicie mi uwierzyć na słowo – Wisła jest naprawdę przepiękną, a zarazem bardzo skomplikowaną rzeką, dlatego w całości się jej oddałem.
W pierwszej części pisałem trochę o budowie łodzi. Poruszaliśmy wątek sprzętu i dobór wędzisk. Tym razem zabiorę was w sentymentalną podróż po tajemniczych, niedostępnych i nieodgadnionych brzegach rzecznej krainy. Zabiorę w beztroską podróż za tym, co już dawno utracone, a jednocześnie jeszcze w małym skrawku zachowane, nadaje dziewiczego klimatu, którego nie zamienię za żadne, nawet największe skarby.
Podróż w przeszłość Wisły
By nakreślić sens tego wątku, na początek muszę was zabrać w małą podróż w przeszłość. Do lat, kiedy Wisła była tą naprawdę dziką, praktycznie nieuregulowaną rzeką. Gdy jej koryto było w zupełnie innym miejscu niż jest dziś. Chciałbym, byście poznali mój odcinek, a zarazem fragment rzeki, która zmieniała swój wygląd kilkukrotnie przez ostatnie dziesięciolecia. Pokaże miejsca, które z biegiem czasu np. zamieniły się w zamknięty zalew. Szereg wysp zostało po prostu rozmytych i zniesionych przez nurt rzeki, a w miejscu gdzie były płytkie blaty, potworzyły się głębokie doły. Wisła w tych miejscach zmieniła swój bieg na zupełnie nowy. Płytkie odcinki latami wymywał silny nurt, robiąc głębokie doły, które sięgają aż około 8 m. Posłużę się do tego zdjęciami, które nadadzą temu wszystkiemu niepowtarzalny klimat i oprowadzą po moim rzecznym zwariowanym świecie.

Od tego zacząłem swoją wiślaną przygodę i uważam to za bardzo ważny krok. Uwielbiam klimat starych, czarno-białych fotografii. Uwielbiam rozmowy z przypadkowo poznanymi wędkarzami ze starej rzecznej szkoły. Uwielbiam długie rozmowy z ludźmi, którzy zatrzymani w krainie PRL-u pamiętają każdy moment rzecznych rewolucji. Choć za ich czasów rzeka zmieniała się kilkukrotnie, powoli zaczyna brakować tego beztroskiego klimatu, okrągłych, wielkich katiuszek, wędek Germiny i ołowianych ciężarków, odlewanych w domowym zaciszu oraz długich rosówek uważanych do dziś za jedną z najlepszych przynęt na pełnołuskie potwory.
Wielu ze znanych mi wędkarzy ubolewa nad faktem, że Wisła nie jest już tą Wisłą, z którą mierzyli się kilkadziesiąt lat wstecz. Możecie zobaczyć zdjęcia, które potwierdzą ten fakt. Miejsca, które jeszcze do niedawno stanowiły rzeczną siłę, a na przestrzeni lat zmieniły się nie do poznania. Masa główek, które przez lata były znakiem rozpoznawczym rzeki, zostały zwyczajnie rozmyte przez nurt i skutecznie przykryte piachem. Stare, sprawdzone miejsca, które zwyczajnie przynosiły ryby, po prostu przestały istnieć, a z biegiem lat ryby znalazły sobie nowe miejsca.

Oczywiście to nie jest tak, że cała rzeka się zmieniła. Nadal została bardzo duża liczba miejsc, których ząb czasu nie dotknął i mimo upływu dziesiątków lat ryby dalej regularnie je odwiedzają. Niektóre zatopione główki zostały w dużych fragmentach powymywane, ale zawsze pozostały ich fragmenty, które jak magnes przyciągają ryby wszelakiego gatunku.
Dlatego, chcąc być skutecznym w swoim fachu, zacząłem poznawać rzekę od zebrania informacji, jak to było zwyczajnie kiedyś. Analizowałem wcześniejsze koryto. Potencjalne miejsca, gdzie o danych porach ryby się grupują oraz czynnik najważniejszy – gdzie i w których miejscach wychodzą na żerowanie. Odszukałem praktycznie wszystkie zatopione główki w moim rejonie, których, jak się okazuje, pozostało jeszcze kilka.
Dziś startujemy trochę z innego pułapu. Chodzi mi chociażby o elektronikę, przyrządy pomiarowe. Oczywiście nic nie jest w stanie zastąpić nam obecności nad wodą i zdobytego doświadczenia, ale musicie uwierzyć mi na słowo, jeżeli z głową posłużycie się dostępną technologią, Wisła odsłoni jeszcze wiele swoich tajemnic, o których nawet nam się nie śniło. Precyzyjniej można napłynąć na zatopione główki czy odnaleźć np. zatopione drzewa, które karpie uwielbiają, by odpocząć w wiślanym nurcie.

Gdzie szukać karpi w Wiśle?
Zatem gdzie ich szukać? Gdzie wiosną, a gdzie latem. Gdzie odpoczywają zimą. Co jedzą, czy często migrują? Wątków poruszymy naprawdę dużo. Część zagadnień przerobimy w kolejnych artykułach, a teraz dokończymy zagadnienie, gdzie karpie lubią bywać i gdzie zwyczajnie ich szukać.
Zacznijmy od wiosny. Moje obserwacje, zebrane z kilkunastu lat, dowodzą, że ryby od zawsze uwielbiają wychodzić na płytkie, twarde blaty. Już od wczesnej wiosny pojawia się tam naturalny pokarm, a woda bardzo szybko łapie tam pierwsze promienie słońca. W kręgach wiślanych wędkarzy te blaty potocznie nazywane są rafami. Miejsca, które zawsze gwarantują ryby, a mnogość występującego tam pokarmu dodaje tylko smaczku. Mogę jeszcze podpowiedzieć, że to jeden z wiślanych sekretów, bo zazwyczaj takie miejsca są gwarancją spotkania się z pięknym karpiem lub wielkim sandaczem. Ale do tego wrócimy później.
Muszę również nadmienić, że wątki, które poruszam, są podparte także doświadczeniem innych osób regularnie będących nad brzegami Wisły, a naprawdę spore ilości ryb, które są łowione w tych częściach, tylko potwierdzają słuszność mojej tezy.
Kolejnym faktem, który zauważyłem, jest to, że schemat przebywania i łowienia ryb powtarza się od wielu lat i to również jest znak, który możemy wykorzystać na swoją korzyść, rozpoczynając rzeczną przygodę. Musicie mieć na uwadze, że każda rzeka jest inna i rządzi się swoimi prawami. Inaczej może wyglądać sprawa na waszym odcinku i warto wziąć to pod uwagę.

Ryby w rzekach, podobnie jak w jeziorach, również mają swoje ulubione utarte ścieżki, którymi regularnie podążają, nawet po kilka kilometrów na dobę. Zawsze bardzo dobre będą także okolice trzcinowisk. Ryby żyjące w nurcie uwielbiają takie miejsca, a powodów zazwyczaj jest kilka. Raz, że zbiera się tam mnóstwo naturalnego pożywienia, dwa, że zazwyczaj są to głębokie brzegi i ryba może sobie swobodnie wpływać i odpocząć, oraz to, że z reguły są to trudno dostępne dla ludzi miejsca, dodatkowo sprzyjające rybom. Zauważyłem, że na moim odcinku, gdzie występują trzcinowiska, zaraz za nimi pojawiają się głębokie spady, czyli kolejny czynnik, który może przyciągać karpie.
Kolejnym sprawdzonym miejscem, gdzie karpie uwielbiają być, są okolice przepompowni. Na Wiśle w moim rejonie jest ich kilka. Ciągły ruch wody, która się wydobywa, podrywa non stop drobinki pożywienia, a ryby uwielbiają ten moment, od razu stając się bardzo aktywne. Zazwyczaj wydobywająca się woda na odcinku kilkudziesięciu metrów wymywa dosyć spore koryto, które gwarantuje spotkanie z karpiem. Woda tam zawsze jest mocno natleniona.

Najważniejsze miejsce, które uwielbiają karpie
No i najważniejszym miejscem, o którym należy wspomnieć, są okolice główek. Mój odcinek jest troszeczkę inny pod tym względem niż np. na Odrze, bo główki są zatopione, ale nie zmienia to faktu, że to pod wieloma względami idealne miejsce. Żarcie praktycznie płynie tam cały czas. W zależności od szybkości nurtu czy wysokości wody, ewentualnie długości i szerokości główki, duża część pozostanie już przed nią. Pchający nurt bardzo mocno zwalnia, wręcz niemal ustępując, gdzie potrafi utworzyć piękny dołek. Precyzyjne namierzenie zatopionej główki gwarantuje trochę spokojniejszy fragment rzeki, gdzie możemy spokojnie skupić się na regularnym nęceniu i dłuższym pozostaniu cięższych frakcji pożywienia. Bardzo dobry jest początek główki, jak i cała jej długość. Zdjęcie, które możecie obok zobaczyć, pokazuje orientacyjną długość. Podobnie jak sandacze, wiślane karpie mają tendencję do ciągłego pływania i czasem kilkukrotnie odwiedzają różne zatopione przeszkody.
Mając okazję kilkukrotnie być na odcinkach oddalonych od mojego miasta o kilkadziesiąt kilometrów, gdzie nurt jest już dużo spokojniejszy, tam również stwierdziliśmy obecność karpi. Jednak na chwilę obecną miejsca takie ze względu na finanse zostawiam sobie na późniejsze lata.
Opisując ulubione miejsca rzecznych ryb, warto również wspomnieć o okolicach mostu. Miejsca gdzie przez lata nagromadziło się dużo przeróżnych przedmiotów, typu naniesione drzewa itp. Nurt tam jest dużo spokojniejszy. Filary rozcinają fragmenty nurtu Wisły, tworząc cofkę i zazwyczaj znaczny dół. Uwierzcie mi. Osiada tam masa podwodnych przeszkód. Tam też będą i one.

Tyczy to się także okolicy np. wszelakich budowli na wodzie. Okolicy portów, falochrony czy zwyczajne mola przyciągają turystów, ale i ciekawskie, wszędobylskie nurtowe karpie, które znajdują odpoczynek od walki z nurtem czy schronienie przed słońcem. Tam karpie również regularnie widziałem.
Na odrębny wątek zasługują też podwodne górki czy łagodne spady, daleko oddalone od brzegu. To zresztą temat na osobny artykuł. Znalezienie takiego miejsca w nurcie szerokiej i obszernej rzeki jest stosunkowo trudne, ale mogę zapewnić, że warto takich miejsc szukać. Nie ma na prostych odcinkach dużo takich miejsc, jednak z mojego doświadczenia wiem, że karpie tam będą na pewno.
Przybory i spadki wody, tam też szukaj karpi
Może na chwilę odbiegniemy od tematu, ale podczas szukania potencjalnie fajnych miejsc proponuję zwrócić uwagę na przybory i spadki wody, które w Wiśle są częstym przypadkiem. To również jest interesujące zagadnienie i wypada poświęcić mu więcej czasu. Wisła, gdy jej poziom jest niski, odsłania wiele tajemnic. Warto ten fakt wykorzystać i udać się nad rzekę z aparatem, co przyda się później.
Rzeczne karpie potrafią dziennie przemierzać duże odległości. Są dni, że będą przez 2–3 dni pływały po głębokich 6-metrowych spadach i zbierały żarcie z 3-metrowych półek, by za jakiś czas, gdy ogołocą wszystko, zapuścić się w trzcinowiska, gdzie zostają na kilkudniowy odpoczynek. Łowienie w rzece jest naprawdę skomplikowaną operacją i zdaję sobie sprawę, że mój proces poznawczy tej dziedziny wędkarstwa potrwa pewnie jeszcze wiele długich lat.

Śmiało mogę stwierdzić, że bycie skutecznym w rzecznym łowieniu, to ciągłe podążanie za rybami. Aktywne szukanie i tropienie. To ciągła analiza na bieżąco wielu czynników. I za to właśnie pokochałem ten wiślany klimat.
Jednak czy karpie są wszędzie? Niestety muszę was zmartwić. Ryb w rzece nie znajdziecie wszędzie. Są odcinki, które ze względu na niepożądane dno, a ma to związek ze strukturą mułu i beztlenową strefą, ryby omijają szerokim łukiem. W takich miejscach naprawdę można siedzieć bardzo długo nie zobaczywszy ryby. Odcinków tego typu na Wiśle jest naprawdę sporo, natomiast ten wątek zostawimy sobie na kolejny artykuł, na który już was zapraszam.
Autor: Marcin Traczyk






