
Dwuczęściowy podbierak karpiowy Mivardi Optimus
2023-10-18
Na karpie z psem – nowy cykl „Rzucam to”
2023-10-22Czas grubych łowów – jak łowić karpie jesienią. Poradnik Karpmax

W całym sezonie są takie dwa moje ulubione miesiące, którym poświęcam najwięcej uwagi. Jednym z nich jest maj, a więc czas wiosennych grubych karpi, zielonych liści oraz wspaniałych śpiewów ptaków. Jednak to wrzesień jest moim faworytem, bo jest to najbardziej stabilny czas na dobre żerowanie karpi.
W maju może być różnie. Pogoda może skutecznie utrudniać połowy. Może być za zimno lub po prostu na tyle ciepło, że karpie ruszają na tarliska. Te czynniki bywają co roku zmienne i nie zawsze mogę odpowiednio trafić w porę dobrej aktywności ryb. Diametralnie inaczej wygląda to we wrześniu. Nawet jak trafią się chłodne dni to i tak woda jest dobrze nagrzana i zawsze mam dużo większe szanse na skuteczne łowienie. Wrzesień to miesiąc dość stabilny. Nie występują jakieś specjalne anomalie pogodowe. Owszem, czasem aura może być deszczowa i zimna, ale nawet w takich warunkach mogłem wiele razy ostro połowić karpie.

Rozpoznanie
Najważniejszym aspektem łowienia we wrześniu i w nieco późniejszym okresie jest staranne przygotowanie wody. Jeśli znam zbiornik, gdzie są dobre miejscówki, w zasadzie wcześniej nic nie robię tylko czekam na ten spokojniejszy czas, kiedy dzieci ruszą do szkoły, a ja nad wodę. Kiedy jednak zamierzam poświęcić wrzesień na nowe jezioro lub inny zbiornik, przygotowania zaczynam już w sierpniu. Najczęściej ruszam nad akwen z echosondą, pontonem i stukadełkiem. Czytam wodę, zbieram informacje, gdzie mogę spodziewać się ryb w tym okresie. Czasem nawet siadam z marszu na jeden weekend, aby jeszcze dokładniej przyjrzeć się nowej wodzie, ale specjalnie nie liczę na szybkie efekty. Wody, które wybieram to zbiorniki ogólnodostępne, gdzie populacja karpi jest zazwyczaj niewielka. Uwielbiam łowić ryby, które praktycznie nie były kłute przez wędkarzy. Sprawia mi to podwójną satysfakcję.
Przygotowanie żerowiska
Najważniejsza dla mnie sprawa przed rozpoczęciem łowienia to nęcenie. Łowisko przygotowuję przynajmniej na tydzień przed przyjazdem. Najczęściej jest to sypanie 5–10 kg zanęty w postaci kulek, pelletów i orzechów tygrysich co drugi dzień. Dawkę początkową wsypuję z większą ilością pelletu. Pozwala to na zrobienie pierwszego szumu w wodzie. To naprawdę zawsze się sprawdza. Oczywiście zawsze zalewam moje przysmaki na dobę wcześniej aromatycznymi sosami o dużej zawartości białka. Zanęta wchłonie sos i jest wówczas bardziej apetyczna dla karpi. Najczęściej robię 3–4 nęcenia. Szykuję dwie miejscówki i w każdej oddzielnie sypię dwa różne smaki. Bywa tak, że jedna miejscówka jest zasypana samymi kulkami z nuty zapachowej śmierdziela jak squide czy rak. Natomiast drugie miejsce sypię na owocowo. To, czy moje miejscówki i wybrane smaki były trafione zwykle okazuje się podczas trwania zasiadki.

Zasiadka
Najlepsze co może być to upragniona wyprawa nad wodę z kijami. Zawsze mam tak, że kiedy nęcę miejscówkę, potem nie mogę się doczekać łowów. Wiem, że tak przygotowane łowisko prawie zawsze daje świetne wyniki. Wielu karpiarzy jeżdżących tylko na łowiska komercyjne nie zna jednak tego uczucia. Wcześniejsze przygotowanie łowiska jest na komercjach właściwie niemożliwe. Nic nie może równać się z możliwością uczestniczenia w procesie od samego początku, zaczynając od sondowania, aż po samo łowienie. Daje mi to ogromną satysfakcję. Wiedza, że każde branie w 100 proc. wypracowałem sam, nie polegając na jakiś dziwnych aplikacjach, które sugerują ci, gdzie położyć zestaw, bo kiedyś ktoś miał tu branie. Nic z tych rzeczy. Nad wodą myślę sam i jeśli coś zrobię nie tak, to moja wina, a jeśli zrobię wszystko dobrze, jestem po prostu spełniony.

Wracając jednak do samej zasiadki, tuż po wywiezieniu wędek zawsze obstawiam, na której pojedzie pierwszy karp. Brania przychodzą różnie, ale najczęściej nocą i nad ranem. Ryby biorą intensywnie i mocno zasysają przynęty – w końcu cały tydzień przyzwyczajały się, że zanęta jest bezpieczna. To wzbudzenie ufności ryb do naszej zanęty jest podstawą późniejszych sukcesów. Karpie więc dają się łatwiej przechytrzyć, nawet te większe okazy. Z czasem jednak stają się mniej ufne. Jednak następuje to dopiero po 3, 4 dniach łowienia. Wtedy daję rybom odpocząć, znów nęcę i wracam do domu. Po 2, 3 dniach wracam na nęcenie i siadam ponownie po około 5–7-dniowej przerwie w łowieniu. Ten czas pozwala na nowo przyzwyczaić karpie do bezpiecznej zanęty. Takim sposobem potrafię łowić nawet 6–8 tygodni i system ten nigdy mnie nie zawiódł. Dlatego radzę spróbować.
Przynęty
Najczęściej kombinuję z dość dużymi przynętami. Zakładam duże bałwanki oraz dwie kulki tonące, którymi nęciłem wodę. Karpie dobrze reagują na te przynęty, a leszcze rzadziej się trafiają. Zaletą stosowania kulki zanętowej na włosie jest to, że ma mniej aromatów i przypomina zanętę. Ryby często się na to nabierają. Kiedy jednak karpi nie widać, a moje dno jest muliste, próbuję z popkami. Często na włos wędruje pojedyncza kulka pop-up 18 mm wykonana na miksie, z którego były zrobione kulki tonące. Te przynęty uratowały wiele moich zasiadek na naprawdę różnych łowiskach.

Położenie zestawów
Moje miejscówki wahają się w granicach od 3 do 9 metrów, w zależności od jeziora. Często wybieram podwodne, głębsze półki tuż przy brzegach. Zauważyłem, że przybrzeżne skarpy mówią o tym, że w tym miejscu jest głębsza woda. Karpie natomiast szukają pokarmu w pasie przybrzeżnym. Tam właśnie zastawiam na nie pułapki. Jeśli woda zaczyna się ochładzać, zestawy idą kolejno na 4 i 6, a potem nawet na 8 metrów. Zestawy kładę na półkach lub na granicy mułu z twardszym dnem. We wrześniu w takich miejscach łowiłem naprawdę sporo ryb.

Dlaczego jesień?
To piękny czas, kiedy wody niemal pustoszeją, jest o wiele mniej wędkarzy. Do wody leci mniej zanęty, a ja mogę szybciej i łatwiej przyzwyczaić ryby do żerowiska. Najczęściej nad wodą jestem sam. Całe jezioro mam dla siebie, zwłaszcza w środku tygodnia, i to daje mi wielką przewagę nad karpiami. W zasadzie to tylko kwestia czasu, kiedy zacznę grubo łowić. Bo wrzesień to ten właśnie czas. Kiedy karpie poczują spadek temperatury z pewnością najedzą się do syta w mojej miejscówce. A z kolei ja będę mógł sobie wreszcie poholować. Już naprawdę nie mogę się doczekać tego września.
Autor: Paweł Szewc






