
Jak łowić na method feeder w trudnych warunkach
2024-02-20
Zawody karpiowe Bez spiny 3 na Łowisku Borowy Staw
2024-02-20Method Feeder – łowienie przy brzegu. Poradnik Karpmax

Problem związany z odległością łowienia jest wśród braci wędkarskiej powszechny. Obojętnie, czy mamy na myśli nowicjuszy, czy starych wyjadaczy, którzy zjedli zęby na łowieniu, zawsze na nowej wodzie powstaje dylemat, gdzie zarzucić zestawy?
Oczywiście przy odpowiednio przeprowadzonym wywiadzie lub znajomości topografii łowiska sprawa jest prosta, ale co, kiedy nad wodą jesteśmy pierwszy raz, a z akwenem nigdy wcześniej nie mieliśmy styczności? Jednym z dobrych wariantów może być łowienie pod brzegiem. Mogą to robić tyczkarze, stosując popularny, szczególnie na wyspach margin pole, możemy i my wędkując na Methodę. Oczywiście, aby było to skuteczne, musimy spełnić kilka warunków.
Pierwsza i często kluczowa w podjęciu decyzji o łowieniu przy brzegu kwestia, to pokarm. Tam, gdzie nad wodą wiszą gałęzie lub występuje przywodna roślinność, na pewno do wody wpadają owady, które stanowią naturalny pokarm dla ryb. Linia brzegowa nawet jeśli czysta i niezakrzaczona, zawsze podatna jest na podmuchy wiatru. A ten zwyczajnie wrzuca do wody wszystkie żyjątka i owady, które chętnie będą zjadane przez ryby. Dzikie mirabelki nad brzegiem to niemal pewne łowisko amurów.
Na wielu akwenach po zakończonym wędkowaniu wędkarze pozbywają się resztek kukurydzy czy pelletu, wyrzucając pozostałości z kuwet prosto do wody. To właśnie bardzo szybko zauważyli angielscy wędkarze odwiedzający komercje. Do tej stołówki potrafią przypłynąć całkiem pokaźne ryby. Karasie, liny czy karpie nie pogardzą robakiem czy pelletem, który po wędkowaniu trafi na dno. Nęcenie w takich miejscach jest dość specyficzne.

Jeśli planujecie przybrzeżną Methodę, nęćcie cicho i ostrożnie. Nie ma sensu zasypywać ryb kilogramami zanęty czy pelletu. W dzień duże ryby są bardzo ostrożne i jeśli nawet któryś karp przypłynie prosto „pod nogi”, nie może wyczuć podstępu. Dwie garście pelletu i pół puszki kukurydzy w zupełności wystarczy.
Jeśli mamy kawałek wolnego brzegu i sprawdzimy, że nie ma tam pali wzmacniających brzeg i innych podwodnych przeszkód, warto o takim łowisku pomyśleć tuż po przyjechaniu nad wodę. Zawsze będzie nas korciło, żeby posłać zestaw daleko na pełną wodę, ale łowisko przy brzegu możemy sobie zanęcić i sprawdzić czy ryby nie wpłynęły nawet za kilka godzin. Warunek jest jeden – na brzegu musimy się zachowywać cicho. Mętna i kwitnąca już w sezonie letnim woda będzie naszym sprzymierzeńcem i pomoże ukryć się nam przed ostrożnymi rybami.

Bardzo ważna jest również pogoda danego dnia. Bo często o sukcesie może zadecydować nawet sam kierunek wiatru. Jeśli siedzimy na brzegu nawietrznym nasze szanse znacznie wzrastają. Podwodne prądy nanoszą bowiem jedzenie na burty i ryby często licząc „na łatwiznę” odwiedzają miejsce, gdzie prąd sam nanosi im pożywienie.
Kolejna kwestia to czas. Przybrzeżne karpie łowi się wiosną, latem lub wczesną jesienią. Zegarem biologicznym dającym pewność, że warto próbować swoich sił wzdłuż linii brzegowej powinny być widoczne na pobliskich łąkach owady. Jeśli widzimy, że nad wodą widać już latające jętki czy muchówki, próbujmy łowić blisko. W sezonie, kiedy woda jest mętna, uważamy, że nawet powinniśmy szukać dużych ryb w przybrzeżnych zakamarkach. Zimą czy w chłodniejsze pory roku, kiedy woda jest krystalicznie czysta, ryby choćby z ostrożności raczej nie będą kręcić się pod brzegiem. Polowanie najlepiej zacząć rankiem lub wieczorem z zachowaniem absolutnej ciszy i opanowania. Wszelkie krzątanie się na stanowisku czy zbędne ruchy wykluczą szanse na sukces. Czasem nawet padający cień stojącego nad brzegiem wędkarza potrafi wygonić duże ryby, warto o tym pamiętać. Na łowiskach specjalnych, w których często gwarno i głośno, szukajmy miejsc nieco spokojniejszych, zatoczek czy trzcinowisk. Bardzo dobrymi miejscami będą także wyspy i cyple.

Do łowienia czujnych i ostrożnych karpi nie potrzeba ciężkiego kalibru. Jeśli łowisko pozbawione jest zaczepów, spokojnie wystarczy dobrej klasy feeder o przeciętnym cw. Ryba zazwyczaj zaraz po zacięciu odchodzi „na wodę”, a tam jest dużo łatwiej ją zatrzymać i przeprowadzić spokojniejszy hol. Łatwiej nam będzie manewrować krótkim kijem. Trzymetrowa wędka spokojnie wystarczy. Dłuższe feedery lepiej zostawić do łowienia na większych dystansach. Wyjątkiem będzie sytuacja, w której jednak zdecydujemy się zaserwować podajnik tam, gdzie znajdują się podwodne przeszkody. Wtedy, wręcz przeciwnie, musimy zastosować ciężkie feedery i mocne zestawy, aby prawie na siłę nie dopuścić ryby do wpłynięcia w zaczep. Nigdy nie polecamy wędkowania dużych ryb na zbyt delikatne zestawy, bo ryzyko zerwania i zranienia dużej ryby jest zbyt duże. Chluby to nie przynosi, a świadomość innych wędkarzy na ten temat na szczęście rośnie.

Warto zastosować spory podajnik, który pomieści dużo pelletu lub mieszanki zanętowej. Przy brzegu nie będziemy często dorzucać zanęty, aby nie spłoszyć kręcących się obok ryb. Dlatego, jak wspomnieliśmy na początku, dobrze jest sobie oznaczyć miejsce łowienia i zanęcić wcześniej z brzegu pelletem zanętowym i grubymi przynętami, na które zamierzamy łowić. Używajcie pelletów naturalnych, pasujących kolorystycznie do dna. Rzucane z ręki pojedyncze przynęty nie spłoszą ryb, a wręcz przeciwnie, taki dźwięk będzie dla nich interesujący. Hałas wpadającego podajnika z pelletem będzie natomiast zbyt dużym szokiem.
Łowienie przy brzegu to spore wyzwanie i trening wędkarskiej gracji i elegancji. Ciche zachowanie i minimalizacja zbędnych wycieczek po cokolwiek, wyjdzie nam tylko na dobre. Obserwujmy przyrodę i starajmy się wędkować kreatywnie. Szczególnie gdy standardowe metody i miejsca nie przynoszą nam ryb, to kto wie czy one nie żerują niemal pod naszymi nogami.
Autorzy: Marcin Cieślak i Tomek Sikorski






