
Łowisko 3K Przylasek Rusiecki: dwuczęściowy film z zasiadki
2025-10-15
Finał Polish Golden League Grand Prix Nekielka 2025 – wyniki
2025-10-21World Carp Classic 2025: dzień po dniu okiem Dominika Śrubasa

World Carp Classic to jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń w świecie karpiowania – zawody, które od ponad dwóch dekad przyciągają najlepszych zawodników z całego świata. Dla wielu wędkarzy udział w tej imprezie to spełnienie marzeń i ukoronowanie lat pasji. W 2025 roku w gronie uczestników znalazła się również polska drużyna w składzie Dominik Śrubas, Łukasz Janicki i Jacek Świętek. Poniżej prezentujemy wyjątkową relację Dominika – dzień po dniu, emocje po emocjach – prosto znad legendarnego Lac de Madine.
Decyzja, która zmieniła rok
Styczniowy telefon od Łukasza zmienił mój cały rok. Na wiadomość dotyczącą udziału naszej trójki w World Carp Classic na samym początku przyszło niedowierzanie i niesamowite przeżycie. Mając świadomość, że od roku 2006 śledzę to wydarzenie, a w roku 2025 staje się częścią tej imprezy było czymś niesamowitym…przeżyciem nie do opisania.
Przygotowania i droga do Francji
Minęło kilka miesięcy, a wśród tych upływających dni setki telefonów, informacji, spostrzeżeń i pomysłów, by przygotować się jak najlepiej tylko można, by nie zawieść samego siebie i barw biało czerwonych.
Zbliżał się dzień wyjazdu do Francji…oczywiście jak to bywa u mnie przez kilka ostatnich nocy nie spałem dobrze, kręciłem się w łóżku i przeżywałem wyjazd na tak ważne zawody w moim życiu.
Kiedy już przyszedł ten dzień od 3 rano siedziałem w garażu, przeglądając jeszcze torby w oczekiwaniu na Jacka i Łukasza, którzy mieli do mnie niecałe 3 godziny jazdy. Po spakowaniu moich rzeczy na busa wyjeżdżamy z Konina kilka minut po godzinie 06:00. Trasa minęła bez zbędnych przygód, które mogłyby wydłużyć naszą trasę.
Pierwsze chwile nad Lac de Madine
Na miejsce dojechaliśmy około 21:00, a widok rozwieszonych flag biało czerwonych wskazywał, ze część polskich drużyn jest już na miejscu. Zmęczenie podróżą w jednej sekundzie minęło, a adrenalina zaczęła rosnąć. Międzynarodowe zawody pokazują doskonale jak niemalże wszyscy potrafią się ze sobą jednoczyć i spędzać czas, mimo tego, że każda z drużyn startuje pod inna nazwą. Dla mnie to jest najwspanialszy moment, w którym nie patrzymy na loga, które nosimy na swoich ciuchach i jakie firmy reprezentujemy. Tutaj stajemy się jednością.

Rejestracja, losowanie i atmosfera zawodów
Kolejny dzień nad brzegiem Lac de Madine to czas rejestracji i losowania kolejności głównego losowania. Po wyciągnięciu plastikowego opakowania z karpiowego worka okazuje się, że losujemy jako 47 drużyna.
Popołudniu tego samego dnia wszyscy uczestnicy spotkali się na głównej hali na posiłku i wspólnych pogaduchach.
Można tutaj po raz pierwszy spotkać zwycięzców poprzednich edycji WCC jak i spotkać legendy karpiowe. Tego samego wieczoru chłopaki z Icarp rozłożyli duży pompowany namiot na bivvy camp, pod którym zgromadziła się duża część polskich drużyn. Długie rozmowy do późnych godzin wieczornych upływały w najlepsze. Nieustanne dyskusje na tematy wędkarskie jak i samego udziału w tej edycji nie nudziły ani na chwilę. Każdy z nas niesamowicie pobudzony adrenaliną z nadzieją na dobre losowanie, widzący siebie w kadrach Bartka Bobra ( fotograf WCC ) z wspaniałymi karpiami z Madine.
Moment prawdy – losowanie stanowisk
Kolejny dzień to najbardziej oczekiwany moment, każdego ze startujących…czyli dzień. w którym dowiemy się na jakich stanowiskach spędzimy kolejne dni, by walczyć o najcenniejsze trofeum.
Już na samym początku obiecujące stanowiska znikały jak cieple bułeczki z piekarni. Zanim losowanie przypadło na nasz zespół większość miejscówek, na których były kręcone wyniki w latach poprzednich, było już wylosowane. Po cichu marzyło nam się stanowisko 55, które jeszcze nie było wylosowane.
Po wejściu na scenę witając się z organizatorami – Rossem, Sophie i Angeliną wkładam rękę do worka karpiowego, z którego wyciągam opakowanie. Otwierając je miałem bardzo duże nadzieje na dobry plac, ale jak rozwinąłem złożoną na pół karteczkę z napisem 35 usłyszałem od chłopaków, że gorzej być nie mogło. Przeklęty Dark Side, czyli ciemna strona Madin, bez perspektyw i nadziei!
Pierwsze emocje po losowaniu
Schodząc po schodach sceny czułem się fatalnie. Czułem winę i odpowiedzialność, że to moja ręką wyciągnęła nieszczęsny los. Patrząc na chłopaków i widząc jak to przeżywają coraz bardziej odczuwałem złość na samego siebie….nawet teraz jak to pisze wrócił ten moment …muszę przerwać pisanie i wrócić tu za chwile kiedy ochłonę.
Po wyjściu z hali zmieniliśmy diametralnie podejście do tego co się wydarzyło przed chwilą. Zaczęliśmy dopingować samych siebie i wierzyć ze coś złowimy, a nawet zapiszemy się po raz pierwszy w historii WCC. Wróciło prawie wszystko co towarzyszyło nam przed losowaniem. Wiara, nadzieja i motywacja do działania.
Udaliśmy się do wyznaczonego przez organizatorów portu, napompowaliśmy nasze pontony, na których umieściliśmy nasz cały sprzęt. Nie musieliśmy zbyt długo czekać na łódź, która holowała nas na stanowisko, bo przed nami do transportu była tylko ekipa z Francji, która jak się okazało była naszym sąsiadem na stanowisku 36.

Pierwsze wrażenia z Dark Side
Po godzinie od momentu gotowości do transportu przypłynęła po nas duża łódź spinningowa, którą udaliśmy się wraz z holowanymi pontonami do tak zwanego Dark Side.
Miejsca na namioty i wędki było bardzo dużo, a samo obozowisko znajdowało się w urokliwym liściastym lesie. Sama miejscówka wyglądała dobrze. Mieliśmy dostęp do części zatoki, którą dzieliliśmy z Francuzami. Jej zarośnięta część dawała wiarę, że karpie mogą przebywać w roślinach, gdzie mają naturalny pokarm i schronienie. Po przygotowaniu dosłownie wszystkiego w naszą zatokę wpłynęła łódź. Zdenerwowani stanęliśmy nad brzegiem i zaczęliśmy się zastanawiać czy potencjalne zgromadzone karpie w tym miejscu się nie spłoszą. Po chwili okazało się, że ta łódź płynie wzdłuż naszego stanowiska, by na naszym placu wysadzić sędziów. Z naszej prywatności na stanowisku nici. Sędziowie tuż obok nas rozbijają swoje namioty.
Pierwszy poranek na stanowisku 35
Minęła noc. Rano w pierwszej kolejności zgodnie z procedurą czarna kawa i wpatrywanie się w wodę. Zasięg był znacznie ograniczony, bo nad lustrem Madine powstała jesienna mgła. Chwilę później usłyszeliśmy płynącą łódź. Zniesmaczeni, kiedy po raz kolejny w naszą zatokę wpłynęła nie wiadomo po co, robiąc niemałe zamieszanie i hałas. Na łodzi był Ross, który wpłynął na nasze stanowisko, by przekazać sędziom nadajniki GPS. Na prośbę Jacka odpłynięcie było mniej spektakularne i powolnym tempem organizator opuścił naszą strefę, płynąc nie po naszym stanowisku, a po granicy z sąsiadującymi drużynami.
Kilka godzin później sędziowie sprawdzili nasz ponton czy posiada wszystkie elementy zabezpieczające – kamizelki, kotwicę, linę, czerpak, trąbkę itp. Zamontowali GPS, który nie pozwalał na wykroczenie poza wyznaczona dla danego stanowiska strefę.
Szukając najlepszych miejscówek
Punktualnie o godzinie 14:00 ruszyliśmy z Jackiem na wodę. Chcieliśmy w pierwszej kolejności poszukać ciekawych miejsc w zatoce, by jak najszybciej ulokować tam zestawy. Na nasze szczęście pierwsze kępy roślinności znaleźliśmy na samej granicy z francuzami. Wiedzieliśmy bardzo dobrze, że w tych miejscach będziemy musieli łowić na dokręconym hamulcu, by nie pozwolić rybie wybrać nawet metra plecionki. Miejsca sprawdziliśmy również za pomocą kamery, która pokazała obiecujące korytarze pod roślinnością sugerujące potencjalne wędrówki ryb na głębokości 3,4 metra.
Dwa lewe kije umiejscowione były w osobnych kępach roślin oddalonych od siebie o około 20 metrów. Nie chcieliśmy robić pajęczyn z linek pod wodą, by jak najmniej płoszyć karpie.
Trzecia wędka ulokowana została na tzw. języku gdzie wyjście z 5,5 na 4,2 dawało nadzieję na branie karpia. Znalezienie tak obiecującego miejsca na otwartej wodzie sprawiło, że ten plac stał się potencjalnie nr. 1 ze wszystkich miejsc jakie poszukaliśmy.
Oddalając się na otwartą wodę bliżej środka, było coraz trudniejszym zadaniem, by cokolwiek znaleźć. Poszukaliśmy w sumie jeszcze jednej kępy roślin, gdzie powędrował kolejny z zestawów, ale nie byliśmy aż tak przekonani do tego miejsca, jak do wcześniejszych.
Zostały jeszcze dwie wędki Łukasza, które po przebadaniu całego naszego obszaru łowienia dawały najmniejsze szanse. Co prawda nie zostały postawione w jałowych karpiowo miejscach, bo jeden z zestawów położyliśmy na 4,5 metra, gdzie na około tego wypłacenia sonar wskazywał 6 metrów.
Ostatnią wędkę postawiliśmy 30 metrów od stanowiska, tuż za pasem gęstej roślinności na głębokości ponad 3 metrów i to była jedna wędka, na której zamiast kulek założyliśmy orzecha.

Taktyka i nęcenie
Nadszedł odpowiedni moment na to, by przedstawić nasz sposób nęcenia oraz w co zaopatrzyłem naszą drużynę na ten wyjazd. W sumie zostały wykonane dwie kulki. Jedna z nich to Muszla z delikatną nutą kremową, a kolejna z kul to S.O.S czyli Squid&Orange&Scopex.
Wszystkie kulki ukręciłem w rozmiarze 24 mm, a Jacek dodatkowo przygotował orzecha tygrysiego. Nasze nęcenie nie było obfite i na zestawy leciała garść kulek i garść orzecha. Oto cała nasza filozofia, której się trzymaliśmy.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że ryba może nie żerować lub, że będzie jej tutaj mało, więc chcieliśmy jak najszybciej punktować rybę, by liczyć się w tabeli World Carp Classic.
Moje przypony wykonane zostały z fluorocarbonu z pętla D na haku. Czyli typowe sztywniaki. Łowiłem między kępami zielska, układając zestawy na czystym, dość twardym z lekkim namułkiem dnie, które wcześniej sprawdziliśmy kamerą. Łukasza zestawy i Jacka były z goła odmienne od moich, bo chłopaki postawili na zestawy blowback rig.
Czekanie na branie i pierwsze emocje
Mijały noce, upływały szybko godziny, a my nadal byliśmy bez brania karpia. Choć humory nas nie opuszczały to zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy coraz bliżej końca zawodów. Obserwowaliśmy na bieżąco tabele z wynikami i mocno kibicowaliśmy polskim drużynom, dla których losowanie było zdecydowanie lepsze, co przełożyło się na kontakt z rybami.
Nadzieja dla naszej drużyny wróciła, kiedy tuż przed północą odezwał się Jacka sygnalizator.
Jeden pik, później drugi i mocno wygięty kij powiedział, że na drugim końcu jest ryba. Wskoczyłem z Jackiem na ponton. Wypełnieni adrenaliną i wielką nadzieją na spotkanie z karpiem. Niestety po kilku minutach walki naszym oczom ukazał się duży sum. Trudno mi powiedzieć ile mógł mierzyć, bo wypięliśmy go przy pontonie ale obstawialiśmy około 180 cm.
Mieliśmy na pontonie wszystko potrzebne do postawienia zestawu. Dlatego od razu Jacek wymienił przypon, założył ciężarek i postawił zestaw na języku o którym wcześniej wspominałem.
Podczas naszej przygody na Dark Side złowiliśmy jeszcze jednego znacznie mniejszego suma i jednego lina. To by było na tyle co do opisu złowionych ryb, bo po prostu ich więcej nie było.

Zmiana pogody i decyzja o zakończeniu zawodów
W czwartek dostaliśmy informację na maila o załamaniu pogody w sobotę. Organizatorzy rekomendowali powroty z miejsc przeprawowych jeszcze w ten sam dzień, a najpóźniej w piątek. Nie byłem z początku przekonany co do tej informacji ale po późniejszych rozmowach z chłopkami stwierdziliśmy, że kończymy w piątek i wracamy do portu. Z jeden strony bylibyśmy jeden dzień stratni w zawodach, ale bezpieczeństwo jest przecież najważniejsze.
W piątek rano po przebudzeniu przeczytałem informację, że zawody kończą się dla wszystkich już o godzinie 14:00, bez względu czy jesteś na stanowisku przeprawowym czy nie. Taka decyzja zapewne nie była przychylna dla wszystkich, bo wiele drużyn było przekonanych, że wraz z nadejściem wiatru na wielu odkrytych stanowiskach zaczną punktować karpie. Zapewne taka informacja negatywnie uderzyła w zespoły, które miały już dwie duże ryby na koncie, a szansa na złowienia trzeciej i być może zmieni lidera umarła.
Decyzja organizatora jest jednak nie do podważenia i wraz z wybiciem godziny 14:00 kończy się 27 edycja WCC.
Czas się zwijać
Po spakowaniu wszystkiego co ze sobą mieliśmy i ułożeniu na pontony czekaliśmy na przeprawę. Po godzinie stwierdziliśmy jednak, że nie będziemy czekać, bo nie wiadomo jak długo, by to trwało i sami postanowiliśmy wrócić na slip, w którym się wcześniej wodowaliśmy. Jedyna obawa jaka była to możliwość braku prądu w akumulatorze, ale na szczęście tak się nie stało i po pół godzinie płynięcia dotarliśmy do celu.
Spakowanie sprzętu nie zajęło nam dużo czasu i po około godzinie byliśmy gotowi, by udać się na kąpiel i zdanie GPS. Cały ceremoniał zakończenia przewidziany był na dzień następny czyli sobotę. Zdecydowana część uczestników opuściła Madine jeszcze tego samego dnia w piątek, a pozostali uczestnicy zostali do soboty, w celu odebrania nagród.
75 drużyn bez kontaktu z karpiem to dość sporo jak na 106 startujących teamów. Niski stan wody….a może ograniczenia dystansowe nie pozwoliły na wykręcenie lepszego wyniku ? To zostawię każdemu do indywidualnych przemyśleń.

Refleksje i podsumowanie udziału
Podsumowując udział w 27 edycji WCC zdecydowanie mogę napisać, że była to lekcja, która nauczyła i wzbogaciła moją karpiową wiedzę. Mimo braku punktowanych ryb, był to fantastyczny tydzień z trójką karpiowych fanatyków, który długo pozostanie w mojej pamięci. Spełniłem przecież swoje marzenie i wystartowałem w WCC.
Jedyny zawód jaki poczułem ze strony organizatora to brak jakiejkolwiek pamiątki z WCC. Przy niemałym wpisowym chociaż smyczka do kluczy z logo WCC byłaby zadowalająca i przypominała po czasie o udziale w tych zawodach. Niestety jedyną pamiątkę, a zarazem najcenniejszą mam w głowie, bo tego co się działo na bivvy, a w dalszej kolejności na stanowisku 35 nie zabierze mi nikt.
Podziękowania
Na sam koniec chciałbym podziękować Łukaszowi i Jackowi za wspólnie spędzony czas. Za wspólne decyzje i chwile nad brzegiem Madine. Za cierpliwość i podnoszeniu na duchu kiedy przychodziły gorsze chwile i zwątpienie. Gorące podziękowania przesyłam swojej rodzinie, a w szczególności żonie..za moje nieprzespane noce i nieustanne gadanie o wyjeździe na zawody. Trudno być żoną karpiowego wariata, który w głowie widzi cały czas karpie i nie potrafi funkcjonować bez ich obecności. Dziękuję wszystkim kibicującym i tym, którzy trzymali za nas kciuki. Wierzyliśmy i walczyliśmy do samego końca ale los chciał inaczej.
Wielkie gratulacje dla wszystkich polskich drużyn za walkę. Nie były to łatwe zawody, a mimo to reprezentacji naszego kraju z teamu RKK znaleźli się na podium zajmując 3 miejsce. Brawa jeszcze raz dla Was chłopaki. Przeczytasz o tym TU. (dop. red.)
Czy było warto wystartować w World Carp Classic 2025?
Na zadawane pytania czy było warto odpowiadam stanowczo jedno – było warto, bo spełnione marzenia nie mają ceny. Już na sam koniec dodam jeszcze, że kolejna edycja World Carp Classic odbędzie się w Hiszpanii nad Jeziorem Orellana (można się jeszcze zapisać na polskie eliminacje do WCC – TU – dop. red). Po ogłoszeniu tej wiadomości podczas Rybomanii zdecydowaliśmy się na udział w tej imprezie. Nie wiemy jeszcze dobrze jak to logistycznie ogarnąć, ale mamy na to cały rok. Zapisy na to wydarzenie są otwarte i każdy może w tych zawodach wystartować. Dla tych którym marzeniem było wystartować w WCC to szansa, by stanąć do walki o najcenniejszy puchar świata. Puchar World Carp Classic.
Z karpiowym pozdrowieniem Dominik Śrubas






