
Największe karpie złowione w Polsce – Top 300
2024-11-05
Festiwal Wędkarski w Kielcach – Spotkanie Pasjonatów Wędkarstwa i Survivalu
2024-11-08Czy pływanie pontonem płoszy karpie? Praktyka kontra teoria

W tym tekście postaram się odpowiedzieć na pytania: Jak hałas wpływa na karpie? Czy pływanie pontonem płoszy karpie? Co z łódką zdalnie sterowaną?
Spotkałem się z wieloma opiniami na temat pływania pontonem po miejscówkach, mówiącymi, iż kiedy używamy środka pływającego, nie płoszymy ryb. Nieważne, czy jest to płytki, czy głęboki zbiornik. Oczywiście, o ile nie jest to metrowa woda, wtedy raczej każda ryba ucieknie, szukając schronienia w ciszy. Jednak, czy jest tak naprawdę?
W moim odczuciu ryby słyszą wiele, może nawet wszystko, co jest w ich otoczeniu. Zastanawiam się czy stwierdzenie „słyszą” jest na tyle odpowiednie, ponieważ w wielu przypadkach są to także wibracje. Pozwolicie, że w dużym skrócie będę posługiwał się właśnie tym słowem. W teorii ryby nie powinny się płoszyć, słysząc silnik spalinowy, natomiast elektryczny już tak.
Wpływ hałasu na ryby – praktyka
Posługując się pewnym doświadczeniem, chciałbym pokazać wam wyjątki od reguły. Niegdyś, przebywając po pewnym łowisku, udało mi się złapać w ręce karpia, który, sądząc po jego wadze 15+, powinien być doświadczony i bardzo ostrożny. Mimo to udało mi się go złapać w ręce praktycznie na przełomie września i października. Ryba ta najprawdopodobniej „tarła się” w trzcinach. Mnie też zdziwił ten widok, szczególnie o tak późnej porze roku. Podobno jest to możliwe… Jednak przechodząc do sedna, ryba ta nie bała się dosłownie niczego, nawet człowieka wchodzącego w trzciny na półmetrową wodę. W tym konkretnym przypadku ryba nie miała w sobie żadnego pokładu ostrożności.
Tego typu przypadki odetnijmy grubą kreską i wróćmy do etapu, gdzie ryby normalnie żerują. Tutaj posłużę się przykładem, który rok w rok potwierdza daną teorię praktyką. Na Wygonie od lat są rozgrywane Mistrzostwa Polski Juniorów, które są rozgrywane metodą rzutową. Dlaczego jest to tak istotne? Otóż wielokrotnie zawody na tej wodzie kończą się dosłownie kilkoma rybami. Natomiast wspomniane zawody biją rekordy za każdym razem. W moim odczuciu pozwala to na stwierdzenie, iż zachowanie ciszy na wodzie zwiększa nasze szanse na spotkanie z rybą.
Mój tegoroczny wypad był wyjątkowy. Wróciłem tam z opracowaną taktyką, która sprawdziła się w 100%. Wywożenie wędek zostawiłem łódce zanętowej, natomiast hole odbywały się z pontonu. Nie miała znaczenia pogoda, wiatr, czy mocne słońce. Ryby tam były i żerowały, a ja unikałem hałasu jak tylko mogłem. Nawet odwiedzający mnie znajomi z drugiej części jeziora byli poproszeni, aby zostawiali łódkę w oddali i przychodzili do mnie na piechotę. Czy był to karpiowy nos? Nie mam pojęcia. Wiem jedno – dzięki temu złowiłem zdecydowanie więcej i większych ryb, niż ci, którzy korzystający ze środków pływających.

Pływanie pontonem i silnik
Nie za każdym razem mogę pozwolić sobie na całkowite utrzymanie ciszy w łowisku. Kiedy użycie pontonu jest koniecznie, wtedy używam go na tyle, na ile pozwala dana woda. Nie byłbym sobą, gdybym nie użył tu tego, co przeżyłem na zeszłorocznej edycji World Carp Classic. Ograniczyłem pływanie pontonem wraz z silnikiem do minimum. Kiedy w końcu doczekałem się pierwszego brania, byłem przeszczęśliwy, iż udało mi się wyczekać starego francuskiego karpia. Wywiozłem zestaw w to samo miejsce i chwilę później miałem z niego branie kolejnej ryby, nieco większej. Wyjątek od reguły? Wydaje mi się, że nie. Warto zaznaczyć, iż łowiłem na bardzo płytkim obszarze i ryby zapewne były w amoku żerowania, co pozwoliło mi przechytrzyć dwie ryby w odstępie zaledwie kilku godzin.
Jeśli mam możliwość użycia łódki zdalnie sterowanej do wywózki i wyholowania ryby do brzegu, to tak właśnie robię. Jeśli jednak wywożę modelem, a holuję przy użyciu środka pływającego, to ograniczam pływanie do niezbędnego minimum.

Woda wodzie nierówna
Nie odbierzcie tego jako fakt, iż w niektórych wodach nie idzie łowić, ponieważ dany akwen jest położony w środku miasta, bądź obok miejsca, gdzie jest bardzo głośno. W zeszłym roku łowiłem obok wysypiska śmieci, którego dźwięki były nie do opisania. A ta maszyna niszcząca pracowała praktycznie cały czas. I co? Ryby nie robiły sobie z tego dosłownie nic. Centralnie obok tego miejsca mieliśmy najlepsze brania. Dlatego są wody… a wody! Skoro takie otoczenie im nie przeszkadza, to raczej nie musicie być cicho.
Jeśli mam wybór, to za każdym razem wybieram ciszę. Jednak są przypadki, w których nie zawsze możemy ją zachować. Dlatego warto odpalić myślenie i wybrać samemu to, co będzie dla nas najlepsze.
Autor: Adrian Modzelewski
Zdjęcia: Adrian Modzelewski, archiwum redakcji









